Blog - Edyta Pazura | MaybeBaby

Raz, dwa, trzy karmisz TY!- Światowy Tydzień Karmienia Piersią
(04.08.2018 )

Swoją przygodę z karmieniem piersią rozpoczęłam dokładnie 9 temu, kiedy urodziła się moja córeczka Amelia. Nadmiar informacji, które bombardowały mnie dosłownie zewsząd był dobijający, niczym widmo wakacji z wrogiem pod jednym namiotem....„Co to będzie, co to będzie???”- myślałam sobie po cichu i w samotności. Oczywiście na zewnątrz zgrywałam twardzielkę , więc widmo porodu i karmienia piersią malowałam jako zajęcia prozaiczne, tak zwane „pierdnięcia.” O ile z porodem poszło jak z bajki, a myślałam, że takie istnieją tylko w kolorowych folderach reklamujących wypasiony poród w prywatnej klinice, to z karmieniem piersią nie było już tak kolorowo... 



Po pierwsze zaraz po porodzie, nikt nie pytając mnie o zdanie , przystawił mi małego ssaka wielkości 3,4 kg do moich już nie małych lecz zupełnie dziewiczych piersiątek. O ile ostrzegano mnie w szkole rodzenia, że taki człek mały, to raczej nie człek jeszcze, a bardziej organizm przypominający pompę ssąco- tłoczącą, to nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to faktycznie JEST(!) pompa ssąco- tłocząca, dla której dodatkowo ja, osobiście muszę to paliwo naprodukować.


Po drugie, było pięknie i romantycznie przez zaledwie 48 godzin... Później zaczął się nazywany przez nas matki: „HARDCORE.” W dość brutalny sposób motylki latające w moim brzuchu dotknęła masowa zagłada i zdechły wraz z narastającym bólem i frustracją. 

Generalnie to nie wiem od czego zacząć? Może od tego, że moje sutki przypominały wyglądem posiekane mięsko na mielone, a moje skromne 75B w przeciągu tych dwóch dni urosło do 75E. Obkładanie cycków kapustą , skończyło się tym, że zagotowała się ona na moich piersiach i przez następne 48 godzin za chiny ludowe nie mogłam się pozbyć z mojej klaty zapachu gotowanej kapuchy. Dziecko musiało być naprawdę bardzo głodne i zdesperowane, skoro jadło mimo tego „charakterystycznego” zapachu. Po trzech tygodniach wszystko cudownie i nagle się ustabilizowało , ale jeden Bóg wie co przeżyłam przez te kilkanaście dni. Przez cały ten czas towarzyszyły mi wszystkie negatywne uczucia tego świata. Kiedy któraś koleżanka mówiła mi:„ Przecież to najpiękniejsze co może Cię spotkać”,wówczas myślałam sobie: „jasne!...to może się zamienimy cwaniaro co?”

Wisienką na torcie był fakt, że moja dwójka dzieci- czyli i Antek, i Amelka- mieli popularne tzw: „kolki”. O matko co to był za sajgon!... Szło w ruch wszystko, począwszy od jazdy samochodem, po włączanie suszarki i odkurzaczy, aby chociaż przez chwilę załagodzić płacz małego „ rozdarciucha.” Oczywiście znalazło się wokół mnie mnóstwo doradców i specjalistów z tym, że nikt do cholery pomóc mi nie potrafił... Wyglądałam wtedy jak pół wszystkich popularnych dzisiaj fit— trenerek razem wziętych, a na gotowanego indyka z równie przegotowanymi ziemniakami patrzeć już nie mogłam! To wszytko razem wzięte zakrawało na kosmiczną katastrofę....


Najgorsze jednak co można zrobić, to próbować zmusić kobietę do karmienia piersią swojego dziecka i próbować wywoływać w niej poczucie winy. Znam mnóstwo przypadków kiedy kobieta w towarzystwie zapytana czy karmi swojego bobasa odpowiadała znane już chyba wszystkim; „Nie, no wiesz... Niestety nie miałam pokarmu. ” Jednak po paru „głębszych” okazywało się, że koleżanka na karmienie swojego dzieciaka wcale nie miała ochoty. Wolała być niezależna, wolna, było to dla niej niesmaczne lub wręcz obrzydliwie. Czasami kobiety boją się o estetykę swoich piersi. No cóż... Zawsze doceniam te dziewczyny, które wprost umieją powiedzieć dlaczego nie karmią, niż zmyślanie bajeczek niczym z „Alicji w Krainie Czarów”. Bohaterką jest dla mnie każda kobieta, która karmi swoje dziecko, ale też i taka która potrafi powiedzieć szczerze o swoich odczuciach i nie daje zrobić z siebie gorszej od innych. 

Szkoda, że nikt nie umiał mi pomóc kiedy urodziłam Amelkę, czy potem Antosia i spróbować zdiagnozować, co tak naprawdę działo się moim dzieciom. Bardzo dużo czasu straciłam na szarpanie się oraz nerwy. Uważam, że słowo „kolka” jest przez nas oraz lekarzy bardzo nadużywane. Najprawdopodobniej spadnie teraz na mnie lawina szczerej krytyki, ale coś takiego jak „dieta matki karmiącej” można sobie wsadzić na półki pomiędzy bajki. Skąd to wiem? Ano wiem z autopsji. Amelia krzyczała wniebogłosy i mimo, że byłam na ścisłej diecie okazało się, że dzieciak nie ma kolki, tylko po prostu uczulenie na laktozę. 10 lat temu „laktoza” brzmiała jak jakaś nowo- odkryta choroba wirusowa , niczym Ebola. Mało w ogóle kto miał pojęcie o co chodzi. Oczywiście nie muszę dodawać, że wszystko to wyjaśniło się kiedy przestałam karmić... 

Antoś? Ach ten Antek... Po prostu był przejedzony.... Dlaczego?! No bo przecież kiedy wychodzimy po porodzie ze szpitala, to jak mantrę powtarzają nam: „ Karmimy na żądanie”. No i to sławne „żądanie” kończyło się wiecznym wrzaskiem, ale Panie w szpitalu sikały z radości, bo ten mój Antek po 6 tygodniach podwoił swoją wagę urodzeniową... 


Oczywiście Kochana Mamo Karmiąca, warto się zdrowo odżywiać, ale przede wszystkim dla własnego czystego egoizmu. Warto eliminować pewne składniki pod warunkiem że dziecko jest alergikiem. Wierz mi, że jak zjesz 3-4 truskawki ze sprawdzonego źródła lub własnego ogródka to na pewno nic się nie stanie. Raczej zwróć uwagę na substancje czynne takie jak alkohol, nikotyna, leki, ale i cały ten chemiczny syf który jest pakowany do jedzenia, bo to on tak naprawdę jest realnym zagrożeniem dla Twojego maleństwa, a nie pomidor z babcinej grządki... Nie mogę słuchać tego, jak kobiety katują się dietami pod tytułem: „ Nie wolno mi jeść psiankowatych.” To, że karmisz, nie oznacza, że teraz masz jeść wszystko gotowane z wody, bez smaku i aromatu. Wręcz przeciwnie. Powinnaś czuć się szczęśliwa, a nie patrzeć z zazdrością na kogoś, kto ze smakiem spożywa w twoim towarzystwie curry.

Teraz przy mojej Ricie jem wszystko! Tylko kupuję to naprawdę u sprawdzonych osób. Efekt? Moje macierzyństwo jak i karmienie piersią nabrało zupełnie nieznanych dla mnie- kolorowych barw. Dziecko je, śpi i śmieje się. Zupełnie co innego niż 10 lat temu. Anegdota jest taka, że całkiem niedawno po paru tygodniach wspaniałego, beztroskiego macierzyństwa przyszłam do mojego Męża i rzekłam tak:

-„ Czaruś, czy na pewno jest wszystko w porządku z Ritą? To normalne, że ona tak tylko je i śpi?” Na co mój Czaro nie odpowiedział nic, tylko parsknął śmiechem... Myślę, że w ten wymowny sposób podsumował moje jakże, teraz już wiem, absurdalne pytanie.

Ale wiesz co? W obu przypadkach kiedy mijał 11 miesiąc życia moich dzieci, a ja z powodów zawodowych musiałam kończyć przygodę z karmieniem, moje motyle w brzuchu „zdychały” po raz kolejny. Towarzyszyły mi dokładnie te same negatywne uczucia, których doznałam na początku mojej ciężkiej drogi z laktacją. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak karmienie piersią było dla mnie cenne i jak walka o to żeby się poukładało zaowocowała w niesamowite odczucia i uczucia. Pomyślałam sobie: „Jak to? To teraz muszę nagle zrezygnować ze wszystkiego co wywalczyłam? Ten początkowy ból i łzy mają iść na marne? Wszystkie moje starania po 11 miesiącach są nic nie ważne???” Myślałam, że początki były dla mnie niesamowicie trudne, ale prawda jest taka, że to dopiero rozstanie z karmieniem i bliskością moich dzieci była najtrudniejsza. Przy każdym „pożegnaniu z piersią” zdawałam sobie sprawę, że już nigdy z żadnym z moich dzieci nie będę fizycznie i mentalnie tak blisko, jak właśnie podczas karmienia. Z perspektywy czasu wiem, że laktacja jest odpowiedzią mojego organizmu na potrzeby dziecka, ale także odpowiedzią Maleństwa na naszą wspólną potrzebę przeżywania bliskości. Teraz to do mnie dotarło, chociaż pamiętam, że pierwsze 6 tygodni życia każdego mojego noworodka były dla mnie bardzo ciężkie. Dla Ciebie pewnie też...

 Nie ma złotych rad ani gotowych recept na udane karmienie piersią, bo na początku zawsze jest pod górkę. Twój instynkt, upartość w dążeniu do celu oraz najważniejsze - pokora i spokój, czynią cuda... Wiem, że brzmi to jak motywacyjne bzdety, które zalewają dzisiejszy Instagram niczym fale tsunami, ale faktycznie tak jest. Wyobraź sobie, że wsiadasz na pokład statku, którego właśnie Ty jesteś kapitanem. Na początku jest ciężko, bo musisz ominąć mielizny i obrać odpowiedni kurs, ale kiedy wypłyniesz już na pełne morze stajesz się Panią swojego losu. Oczywiście zdarzają się sztormy, (choroby, ząbkowanie) ale pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Nie zapominaj, że to od Ciebie zależy jaką drogę wybierzesz. Nie daj się zepchnąć z torów. Masz prawo zachować swoją intymność podczas karmienia piersią, ale także nikt nie ma prawa krzywo na Ciebie spojrzeć, kiedy to robisz w miejscu publicznym. Potrzeby Twoje i dziecka są najważniejsze. Jeżeli ktoś próbuje Ci przekazać, że źle robisz kiedy karmisz na przykład w restauracji, pokaż im gdzie jest ich miejsce i że zwracając Ci uwagę lub rzucając nieciekawe spojrzenia, to właśnie oni stają się karykaturami ludzi. Nie daj nikomu obudzić w sobie poczucia winy. Słowo od Cioci Edytki? Pamiętaj...Walcz do końca. Ja wiem, że warto. Teraz będę karmić piersią moją córeczkę tak długo, jak tylko się da :) A co!

A TY? No cóż… Odłóż poradniki na półkę i spróbuj usłyszeć swój głos rozsądku. Wsłuchaj się w potrzeby własnego dziecka, a kiedy będziesz spokojna, będzie Ci łatwiej je zrozumieć. 

Na koniec moich wywodów poprosiłam bliskie mi kobiety o napisanie paru zdań na temat swoich odczuć towarzyszących im podczas karmienia piersią. Przeczytaj, może któraś z tych wypowiedzi bliska jest i Tobie


1. Przy pierwszym dziecku dość długo to trwało, zanim nauczyłam się jak to się robi. Z córką niestety straciłam pokarm po dwóch miesiącach ze względu na smutne perypetie życiowe. Nie wierzyłam, że tak może się stać, bo zawsze nie miałam problemów z laktacją. A jednak, mimo wielu prób, nie udało się. Teraz, z najmłodszą, już chyba w końcu pojęłam, o co w tym wszystkim chodzi - o chillout! Przede wszystkim mama MUSI być wyluzowana, spokojna i mieć świadomość swojej ogromnej MOCY. Może brzmi to patetycznie, ale jednak to wiara w siebie, że jestem super mamą pozwala wszystko ogarnąć. A pozytywy karmienia, to oczywiście oprócz głównego powodu, czyli dobra dziecka, niesie ze sobą super sprawę - to, że bardzo szybko można wrócić do formy jest jeszcze plus tzw ekonomiczny - jest darmowe. Dodatkowo zaoszczędza czas! Negatywy? Hm... Nie lubię karmić, gdy wszyscy mnie widzą. Lubię swoją intymność w tej kwestii czyli minusem jest to, że kiedy gdzieś wyjeżdżam, nakarmienie malucha jest dla mnie zwykle trochę udreka. Teraz na szczęście jest coraz więcej miejsc, gdzie mogę spokojnie karmić. Cieszy mnie to, że podejście ludzi się zmienia, jest dużo łatwiej.

Alicja mama Tadzia, Anielki i Aurelii


2. Będąc dwukrotnie w ciąży, najcudowniejszym uczuciem było doświadczanie dziecka w sobie. Ten delikatny dotyk był niepowtarzalnym uczuciem, którego nie można porównać z niczym innym. Po tym pięknym okresie, jego kontynuacją  było karmienie piersią. Bliskość  i miłość jaka wytworzyła się między nami była czymś nie do opisania. Karmiłam swoje córki dość długo. Kolejno 14 i 11 miesięcy. Dzisiaj, gdy moje córki mają już 14 i 8 lat, z zazdrością – tą pozytywną- spoglądam na matki karmiące. Uważam, że medialne propagowanie naturalnego karmienia, przyniosło wiele dobrego i dzisiaj naturalnym obrazem jest nieskrępowany widok karmiącej mamy.  Karmienie w momencie gdy dzidziuś tego potrzebuje, chodzi tutaj bowiem nie o miejsce lecz o czas.

                                                                               Dagmara, mama Aurelii i Arianki 


3. Na początku trochę bolesna sprawa ale po ok 10 dniach już w ogóle nie odczuwalne .Jak Wiki po 3 miesiącach nie chciała już jeść z moich piersi, to płakałam ze smutku, że nie pasuje jej mój pokarm. Chyba za łatwo się podałam, ale to też wynikało z niewiedzy na temat walki o pokarm .

         

 Marta, mama Wiktorii


4. Moje wspomnienie z doświadczania kamienia piersią to przede wszystkim niesamowita więź, takie kompletne scalenie mamy i dziecka... i świadomość, że jest się najważniejszym dla Tej maleńkiej istoty... Przewaga karmienia piersią nad pokarmem w proszku, to lepsza praca ukłądu pokarmowego dziecka i odżywcze posiłki - gdy przez 2 tygodnie nie mogłam karmić piersią i musiałam przyjąć antybiotyk, przeszłam na ten czas na sztuczny pokarm i okazało się, że moje maleńkie dziecko przybrało na wadze jedynie 70 gram tygodniowo, podczas gdy na moim pokarmie to było.. 400 gram . Dzięki mądrej pani doktor nie poddałam się i udało nam się wrócić po lekach do karmienia piersią. Cieszę się, że pani doktor zachęcała mnie do tego bym się nie poddawała... Po roku karmienia piersią ze smutkiem przestałam karmić piersią .

Aneta, mama Weroniki.


5. Karmiłam mojego synka rok czasu. To był niesamowity czas i niezapomniane chwile. Kiedy czułam się zmeczona, nagle przy karmieniu otrzymywałam od tego maleństwa sile i energie, wszystkie troski znikały. Czułam jak z dnia na dzień tworzy się między nami jakby porozumienie, więź, uczucie miłości do Niego stawalo się coraz silniejsze. Każdy dotyk, spojrzenie... tego się nie da dokładnie opisać. Coś magicznego.


Gosia, mama  Szymona 


6. Piersią karmiłam i córkę i syna. Każde z nich po ponad rok czasu. Początki karmienia były trudne bo wbrew pozorom nie jest tak prosto nauczyć siebie i noworodka przykładania do piersi. Ale za to trud nauki jest sowicie nagradzany. Karmienie moich dzieci, które miały już tak około trzech miesiecy i więcej to jedno z najpiękniejszych wspomnień macierzyństwa. Jedna rączka dziecka leży na piersi mamy, a drugą rączką łapie za swoją stópkę i bawi się nią, prostując i zginając. A przy tym ten uroczy odgłos przełykania pokarmu.A kiedy brzuszek był już trochę pełny to zaczynała się zabawa. Uśmiechy, całuski i przytulanki.... Ach, niezapomniane momenty ...Teraz kiedy moje dzieci mają po dwadzieścia lat, a ja spotyjam mamę karmiącą swoje małe szczęście na ławce w parku , uśmiecham się czule i na kilka chwil wracam myślami do swojego macierzyństwa.


Wiola, mama Alicji i Huberta


7.Nigdy nie zapomnę tego niepokoju, gdy po cesarskim cięciu położna przyniosła mi córeczkę na pierwsze karmienie. Z ulga obserwowałam jak mała przytula się do piersi i zaczyna ssać i był to jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Tyle się naczytałam w wujku Google, ze po cesarskim cięciu ciężko z karmieniem a od początku ciąży byłam nastawiona na karmienie piersią i nie było innej opcji . Wkrótce okazało się, ze mam aż nadto pokarmu, który leje się wszędzie i córeczka nie nadążała przełykać. Cudowne uczucie bliskości z dzieckiem musieliśmy zamienić na odciąganie pokarmu i karmienie butelka, co w praktyce oznaczało wielokrotne wstawanie w nocy i przerwy w ciągu dnia (na odciąganie zanim się dziecko obudzi i późniejsze karmienie). Czułam się trochę zdradzona i wymieniona na plastik, ale w końcu mała dostawała to co najlepsze. I karmić mogłam nie tylko ja, ale i mąż .Dzięki determinacji i samozaparciu karmiłam „piersią przez butelkę” przez pierwsze 9 miesięcy.

Kamila, mama Nadii i Kuby


foto: Amelka Pazura