Blizna...

24.05.2018 | 17:09 | Z pamiętnika

Według wierzeń dawnych Słowian wrodzona blizna czy znamię na ciele była dowodem na istnienie reinkarnacji oraz namacalnym świadectwem przybycia naszych przodków na Ziemię. Blizna może mieć wymiar fizyczny jak i duchowy. Przypomina nam o przebytych operacjach, wypadkach, przejściach i traumach,ale czasami radościach i nadchodzącej nadziei. Sen o zasklepionych ranach wskazuje, że istnieją w nas stare urazy, których nie możemy się wyzbyć na poziomie emocjonalnym. Oznacza, że najprawdopodobniej tkwią w naszym wnętrzu bolesne wspomnienia z którymi sobie nie radzimy. Ta niemoc: jak w ogóle walczyć z piętnem przeszłości?


Blizna, ta fizyczna z okresu dzieciństwa bywa dla nas przestrogą na całe życie, która często przeradza się w przewrażliwienie na punkcie własnych dzieci. Szramy mogą być nie tylko bolesnym wspomnieniem, ale strefą tkliwą na dotyk i wzrok otoczenia.

Czasami znamiona wskazują na pewne demony przeszłości; przypominają o przebytym bólu i przykrościach. 

Rany na naszym sercu, niczym nie różnią się od tych które mamy na ciele. Wymagają tyle samo czasu na zasklepienie się, potrafią się „jadzić” i często zostają na całe życie.


Kiedy widzę obrazek wywracającego się dziecka i rodziców krzyczących: „ No dalej, wstawaj... Nie płacz- przecież nic się nie stało”- to odwracam się w drugą stronę. Dlaczego? Po prostu nie zgadzam się na takie zachowanie. Zastanawiam się wówczas, czy takie tłumienie emocji i bólu ma jakikolwiek sens dla przyszłego pokolenia. Przecież kiedy boli, lepiej powiedzieć: „Nie płacz... Jestem przy Tobie, pomogę Ci”. Wtedy i tylko wtedy blizna może kojarzyć się ze wsparciem i okazaną pomocą. Moje dzieci nie mają na szczęście blizn. Czy to znak, że jestem troskliwą matką? Może dowód na ich spokojny temperament? A może po prostu szczęśliwy zbieg okoliczności? Tego nie wiem...


Blizna w końcu może być symbolem wielkiej wygranej jaką jest życie. Udanej operacji czy przyjścia na świat dziecka. Czasami rodzących się nadziei na zwycięstwo nad nieuleczalną chorobą.

Często zadaję sobie pytanie: który rodzaj blizny jest najbardziej dla nas bolesny? I tak sobie myślę, że w większości przypadków blizny fizyczne są namacalnym dowodem urazów wewnętrznych: duchowych i psychicznych. Ten rodzaj doświadczeń jest dla mnie dowodem na ciągłe i wzajemne przenikanie się stref „sacrum” oraz „profanum”. To wszystko też staram się wytłumaczyć moim dzieciom, bo przecież nie widzimy miłości, a jednak ludzie się kochają. Tak samo jest z wiatrem... Fizycznie nie jesteśmy w stanie go złapać do pudełka od zapałek, a jednak... możemy zauważyć, jak pod jego wpływem uginają się drzewa. A czym jest blizna? To namacalny dowód naszego cierpienia albo i czasem szczęścia. Ma wymiar wielokulturowy-dla europejki może oznaczać wydanie nowego życia na świat, a dla dziewczynki z Azji czy Bliskiego Wschodu jest znakiem „obrzezania” , czy okaleczenia kobiecości na całe życie. Dwie blizny, w innych zakątkach świata i dwa zupełnie inne znaczenia... Pamiętaj jednak o jednym: finalnie BLIZNA to znak i symbol tego, że rana się zagoiła, a ból przeminął. Dla niektórych może być swoistego rodzaju KATHARSIS- niezbędnym do dalszego, normalnego funkcjonowania w życiu.


Dlaczego piszę o szramach właśnie na Maybe Baby? Dlatego, że jestem dzieckiem lat 80-tych i mimo dosyć modnego wtedy, surowego podejścia do małoletnich, nigdy w życiu nie zostałam okaleczona przez moich rodziców. Kiedy koleżanki i koledzy opowiadali mi o kolejnych fizycznych ranach, których zaznali od swoich rodziców- ja w ogóle nie wiedziałam co oznacza „dać w tyłek” „czy przylać pasem”. A wierzcie mi, że w Nowej Hucie można się było nasłuchać.... Zawsze zastanawiałam się, co to daje i jakie konsekwencje przyniesie dla dzieciaka, który za chwile pójdzie w świat... Najprawdopodobniej blizny w przyszłości dadzą o sobie znać pod postacią braku wiary w siebie lub co gorsze, przeniesieniem przemocy fizycznej na własne dzieci. Pamiętaj.... O tych ranach dziecko nie zapomni... Te blizny zachowane w sercu, zostaną przez całe życie i będą ze sobą niosły konkretne konsekwencje. WIem, że jest trudno, bo sama czasami mam ochotę „udusić” własne dzieci, ale nie o to w tym wszystkim chodzi... Pełnowartościowe wychowanie najmłodszych jest najtrudniejszą z walk, gdzie przyjdzie Ci się bić z własnymi słabościami, niedoskonałościami, zmęczeniem i lękami. Wygraj pierwszą rundę, a wierz mi, że później będzie już tylko łatwiej.


Kiedy Cezary pierwszy raz zdjął kołnierz ortopedyczny, powiedziałam: „Chodź Pazur, zrobię Ci zdjęcie”. Ustawiłam go na ścianie domu i „cyknęłam” trzy foty. Zobaczyłam zbliżenie na komputerze i już wiedziałam o czym będzie mój kolejny tekst-„Blizny”- pomyślałam... Niby widoczna, ale lekko zamazana i na drugim planie. Dlaczego? Bo naprawdę to twarz pokazuje ból...

Po co o tym piszę w tym właśnie kontekście? Bo blizna na ciele czy duszy najbliższych nam ludzi, jest również naszą blizną. Bierzemy część tego cierpienia na siebie, aby móc odciążyć ukochaną osobę.

Czym jest dla mnie ta blizna na zdjęciu? Ulgą.... Tak. Ulgą. Dobrze przeczytaliście. Jest znakiem, że miłość wcale nie równa się poświęcenie... Zawsze mi jednak wmawiano, aż zaczęłam w to wierzyć , że nie wróży to dobrze mojej przyszłości :)

Gdy związałam się z moim Mężem słyszałam w kółko to samo: „Bierzesz sobie na barki starszego faceta- za chwilę będziesz jego pielęgniarką”, „Po co Ci to? Za parę lat jak odchowasz dzieci, zamiast przeżywać drugą młodość, będziesz musiała poświęcać się i siedzieć przy schorowanym starszym panu...” 

Czy to kwestia dzisiejszego wszechobecnego egoizmu? Może niektórzy chcą żyć łatwo i przyjemnie, a pewne sytuacje są im nie po drodze? A może po prostu ktoś z otoczenia zatapiając się w swojej niezłomnej "zajebistości", chce Ci udowodnić, że wie wszystko lepiej od Ciebie...?

Miłość nie oznacza poświecenia, a poświecenie nie jest częścią kochania. Powinniśmy zdać siebie sprawę, że miłość to wielka siła! Jedna z największych w kosmosie, która według niektórych uczonych równa jest nawet sile energii atomowej. Kiedy więc wali się i pali, a dobrze wiesz, że

nieszczęścia zawsze idą parami- wcale nie musisz od razu składać na „ołtarzu” ofiary z własnego JA. Chociaż przyznam, że czasami bywa cholernie ciężko. Cierpienie, łzy, ból, nieprzespane noce.... A wszystko wtedy kiedy masz dwoje małych dzieci, rodzinę w szpitalu i w każdej chwili możesz zacząć rodzić. Dodatkowo znajdą się też tacy , którzy w i tak patowej sytuacji doleją oliwy do ognia, bo ich egoizm zwycięża nad jakkolwiek pojętą w dzisiejszych czasach wrażliwością. ... Ale wiesz co? W tym wszystkim ani przez chwilę nie pomyślałam, że się czemuś lub dla kogoś poświęciłam...

To dla mnie oznacza blizna mojego Męża: SIŁĘ, którą potrafiłam w sobie odnaleźć chociaż wszystko spadło na mnie jak grom z jasnego nieba.

Przy okazji dowiedziałam się kto jest przyjacielem, a kto tylko gra w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Gdzie wtedy jest rodzina i kto tak naprawdę do tej rodziny faktycznie przynależy.

Aby nie zakończyć tego tekstu na smutno i nostalgicznie to w ostatnim czasie dzięki bliźnie Czara zrozumiałam jeszcze jedną ważną rzecz. Otóż już wiem dlaczego my kobiety, a nie mężczyźni rodzą dzieci. Poród odbywany przez rodzaj męski spowodowałby spadek przyrostu naturalnego o jakieś 80 %, przy równoczesnym, trzykrotnym wzroście opieki okołoporodowej! ;)


Edyta Pazura

foto: Edyta Pazura

zdjęcia:https://pl.depositphotos.com/home.html

  • Udostępnij: