Blog - Edyta Pazura | MaybeBaby

Nie potrzebuje laktatora, będę karmić piersią
(02.10.2018 )

Tak często słyszę tę opinię wśród mam kompletujących wyprawkę, że pomyślałam, iż warto przyjrzeć się dokładniej, czy karmiąc piersią potrzebujemy jakieś akcesoria, czy też faktycznie wystarczy pierś i dziecko i… temat pozamiatany.



Do sprawy laktatora wrócę za chwilę, ale zanim napisałam pierwsze zdanie, postanowiłam przygotować sobie do zdjęć jeszcze kilka gadżetów – pomyślałam, że zgromadzenie ich w jednym miejscu i spojrzenie na nie w komplecie bardzo ułatwi mi klarowne rozplanowanie tego artykułu i sprawdzenie co i ile właściwie potrzebujemy, aby wygodnie karmić piersią.

Sama karmiłam moją córkę 2 lata, najpierw z ogromem wątpliwości czy się uda, jak długo dam radę, ja się będę z tym czuła. Pierwszy cel, który sobie postawiłam – 3 miesiące… Czy było łatwo? Na początku tak – gdyż moje dziecko pokochało pierś miłością bezgraniczną, bezwarunkową i bezproblemową, nawet nie wiedziałam kiedy, a już sobie w najlepsze z nią radziła i nie zamierzała nic w tej kwestii zmieniać ani utrudniać.

Ze mną było trochę inaczej – podczas całej mojej przygody z karmieniem zebrałam komplet przeżyć – wysuszone i obolałe brodawki, nawał pokarmu, pierwsze nieudane próby odciągania, nieświadomość, że maść na brodawki warto i trzeba stosować od samego początku i bez przerw, zastoje pokarmu i zapalenia piersi – ale… im dłużej karmiłam tym bardziej odkrywałam, jakie to miłe i przede wszystkim bardzo wygodne. 

Dużo w tamtym czasie podróżowałam z córką, więc możliwość nakarmienia jej w każdym momencie i miejscu bez potrzeby przygotowania pokarmu niesamowicie ułatwiała życie.

Ale, co najważniejsze karmienie piersią było cudownym elementem budowania bliskości z moim maleństwem, czymś czego wcześniej zupełnie nie potrafiłam sobie wyobrazić ani zrozumieć, dopóki tego sama nie poczułam.

Moja przygoda trwała 2 lata i właściwie zakończyła się decyzją mojej córki, która była już całkowicie gotowa, aby odstawić pierś i po prostu któregoś wieczoru powiedziała po prostu „Nieee, jus nieee…” 

Wniosek – cieszę się, że dałam sobie/nam szansę, aby doświadczyć jak to jest naprawdę i to w naszym konkretnym przypadku. To była akurat ta sytuacja, gdzie warto spróbować na własnej skórze, a jak się nie spróbuje to może nas ominąć coś naprawdę fajnego…


Wracając do naszych gadżetów i rzetelnych przygotowań do tego artykułu…

W słoneczne letnie popołudnie pojechałam więc do Muppetshop i z listą wyprawkową w ręku zaczęłam przeglądać co tam mamy na półkach oprócz tytułowego laktatora….

I tu spotkała mnie spora niespodzianka, okazało się, że stosik rzeczy rośnie, a ja dokładam kolejne i kolejne…

Przede wszystkim „koszula najbliższa ciału”… więc zaczynijmy od „ubrań do karmienia” - przede wszystkim staników i koszulek. Karmiące mamy naprawdę mają już spory wybór wygodnych i ładnych koszul i tunik zaprojektowanych specjalnie na potrzeby porodu, pobytu w szpitalu i karmienia piersią. Całe szczęście do przeszłości należą już czasy kiedy miałyśmy wybór między uroczą koszula w różowe słoniki, a jeszcze bardziej uroczym wzorem w żabki, tudzież kwiatowy rzucik rodem wprost z brytyjskiej tapety łazienkowej…

Na rynku znajdziemy zarówno bawełniane piżamy w stonowanych kolorach, jak i wykonane z bambusowej dzianiny delikatne w dotyku i bardzo wygodne na czas ciąży i karmienia piersią tuniki w odcieniach szarości, bieli, czy czerni. Dyskretne i eleganckie, niektóre pakowane w zestawy ze szlafrokiem – mają doskonale przemyślany krój ułatwiający szybkie odkrycie piersi i nakarmienie maluszka. Projektantki (!) nie zapomniały nawet o tak ważnym szczególe jak kieszenie – doskonale przydają się w szpitalu i podczas codziennej krzątaniny w domu. Wyjątkowo lubię w tym obszarze zarówno tuniki Hug Gallery, jak i Francis & Henry, obie marki wymyślone i zaprojektowane od podstaw przez polskie projektantki. W każdej znajdziecie różne kroje i sposoby odkrywania piersi – wystarczy wybrać swój ulubiony.

Karmienie piersią wymaga również wygodnej, dobrze przemyślanej bielizny (takiej jak na przykład skandynawska marka Carriwell) – staników stabilnie podtrzymujących piersi, a jednocześnie nie uciskających i nie powodujących zatorów kanalików. Tutaj również możemy wybierać pomiędzy różnymi sposobami odpinania stanika, jak również pomiędzy wersją bez fiszbin lub z fiszbinami, ale żelowymi – pod wpływem temperatury ciała takie fiszbiny delikatnie, odpowiednio układają się pod piersią, nie powodując ucisków.

A jak już jesteśmy przy stanikach, to oczywiście nie sposób pominąć wkładki laktacyjne, które skutecznie zapobiegają plamom na ubraniach. Jest ich na rynku spory wybór, warto wypróbować rożne – ważne tutaj jest stabilne mocowanie, grubość i chłonność wkładki – są modele jednocześnie bardzo cienkie i super chłonne – i takie właśnie są najwygodniejsze.


Karmić piersią można w kilku różnych pozycjach – siedzących bądź na leżąco – wiele mam bardzo chętnie korzysta ze specjalnej poduszki do karmienia, na której można wygodnie ułożyć niemowlę i odciążyć rękę.

Często jesteśmy w sytuacji, kiedy musimy nakarmić dziecko w miejscu publicznym, albo w obecności innych osób – wtedy bardzo przydatna może być lekka, przewiewna duża bawełniana pieluszka – otulacz, taka jak na przykład marki Lodger. Możemy nią łatwo i wygodnie okryć siebie i dziecko i w pełnej dyskrecji nakarmić maluszka, gdziekolwiek jesteśmy.

Jak widzicie tych akcesoriów – jakżeż przydatnych ułatwiających życie – związanych karmieniem, okazuje się być sporo. Ale wracając do tytułowej kwestii laktatora – przyda się czy też nie przy karmieniu piersią?

W tym temacie jestem w 100% na TAK! A oto kilka argumentów dlaczego:


1. moment karmienia dziecka jest cudowną, wyjątkową chwilą. Warto pozwolić również tacie dziecka cieszyć się tym szczególnym przeżyciem. Jak to zrobić? LAKTATOR…

2. tuż po urodzeniu dziecka wiele kobiet doświadcza tak zwanego nawału pokarmowego – piersi produkują już dużo, a dziecko jeszcze nie potrafi, albo nie może wszystkiego przyjąć – wtedy łatwo o zator i bolesne zapalenie piersi… Co pomoże i przyniesie ulgę przeładowanym piersiom? LAKTATOR…

3. może nie na samym początku, ale trochę później, kiedy nadal chcemy jeszcze wyłącznie karmić piersią bez używania MM, ale potrzebujemy czasami gdzieś wyjść na kilka godzin (nawet przewietrzyć głowę i pogadać z przyjaciółką) i zostawić dziecko pod opieką w domu… Odciągnięty wcześniej pokarm daje nam tę odrobinę elastyczności, kiedy akurat jej potrzebujemy – zarówno w sytuacjach zaplanowanych, jak i nagłych. I znowu to samo… LAKTATOR 

4. i jeszcze jedna sytuacja – najmniej przyjemna, ale przecież zupełnie prawdopodobna, gdyż akurat przydarzyła się konkretnie mi samej – absolutnej fance karmienia piersią…

Otóż może nam się zdarzyć kilkudniowa choroba, wymagająca zastosowania leków, które z kolei wymagają odstawienia dziecka od piersi. Wiele dzieci, tak w jednym momencie absolutnie nie chce przestawić się z ulubionego pokarmu Mamy na MM. Ono naprawdę smakuje po prostu inaczej…

Przy wykorzystaniu laktatora można śmiało regularnie „bawić się” w chomika i robić zapasy pokarmu zamrożonego w specjalnych woreczkach w zamrażalniku. Przy odpowiednim zapasie można dziecko nawet na kilka dni karmić naturalnym pokarmem butelką, a swój pokarm podczas przyjmowania leków odciągać laktatorem i wylewać. W ten sposób dziecko nadal jest karmione wyłącznie pokarmem Mamy, a Mama jest w stanie utrzymać laktację. 

Ten LAKTATOR to jednak prawdziwy Przyjaciel karmiącej mamy…


I jeszcze jeden ostatni gadżecik na koniec, zupełny drobiazg – w kontekście tego co napisałam na temat laktatora.

Warto od samego początku uczyć dziecko picia z butelki – po prostu samej umiejętności. Wbrew pozorom akurat kiedy MUSIMY podać dziecku coś z butelki w jakiejś nagłej sytuacji, wtedy może okazać się, że maluszek nieprzyzwyczajony do smoczka nie będzie umiał, albo po prostu chciał pić w ten sposób.

I klops… Stres, niepotrzebne nerwy…

Karmienie piersią jest ogromną wartością, radością i wyjątkową sprawą po prostu, tu nie ma żadnych wątpliwości, ale zawsze warto patrzeć szerzej i być przygotowaną na różne sytuacje które mogą się zdarzyć. 

A wiedza o dostępnych, przydatnych gadżetach po prostu bardzo ułatwia życie… 


Wracając więc do tytułu dzisiejszego artykułu – otóż „TAK, karmię piersią, dlatego laktator mam zawsze pod ręką!”




Ewelina Gawlik – mama Nadii, projektantka wnętrz i specjalista w dziedzinie marketingu.
Jako właścicielka Muppetshop, znanego i lubianego butiku z tzw. „lifestyle’m rodzinnym“, od lat wyznacza trendy na rynku dziecięcym, tworzy i wprowadza na rynek innowacyjne produkty dla rodziców i dzieci oraz kompleksowo doradza rodzicom oczekującym dziecka w wyborze wyprawki.
Bliska jest jej teoria Marii Montessori, wierzy, że kompetentne i szczęśliwe dziecko wyrasta na szczęśliwego dorosłego człowieka.
Kocha podróże, design i dobrą kuchnię. Na łamach Maybe Baby dzieli się z czytelnikami informacjami o ciekawych i przydatnych produktach dla dzieci oraz projektowaniu wnętrz dla dzieci.