Moje wpisy

Miniaturka postu

Wit. D3- witamina słońca.

Zapraszam Cię do zapoznania się z artykułem mojego brata- lekarza medycyny: Grzegorza Zając. Porusza on bardzo ważny temat, jakim jest kompleksowa wiedza na temat witaminy D3. Sprawdź jakie są skutki niedoboru witaminy słońca, na co warto zwrócić szczególną uwagę i jakie jest optymalne dawkowanie dla Ciebie oraz całej Twojej rodziny. 

Grzegorz jest współprowadzącym blog o zdrowym żywieniu i dobrym samopoczuciu- Long Life Hunters. Mam nadzieję, że będzie gościł ze swoimi ciekawymi, medycznymi tematami na Maybe Baby częściej ;) 

Czy myślisz, że wraz z nastaniem słonecznych dni znika zagrożenie niedoborem witaminy D? Niestety nie. W Polsce problem może dotyczyć nawet 90% osób. Czyli również i Ciebie. Ale przecież Ty chcesz czuć się wyjątkowo i należeć do pozostałych 10%, prawda? 


NIEDOBÓR CZYLI..? 
W badaniu niedoborów witaminy D oznacza się w surowicy krwi poziom metabolitu tej witaminy: 25(OH)D. Zalecany poziom to 30-50 ng/ml. Niedobór witaminy D jest związany z takimi objawami jak: osłabienie i bóle mięśniowe, zmęczenie, obojętność i apatia, senność, zwiększona wrażliwość na ból, alergie, otyłość czy nadciśnienie tętnicze krwi. Brzmi znajomo? 


NATURALNIE 
Do produkcji witaminy D dochodzi w skórze pod wpływem słonecznego promieniowania UVB. Potencjał tego mechanizmu to pokrycie nawet 80-100% dziennego zapotrzebowania organizmu i stopniowo mechanizm ten z wiekiem traci swoją wydajność. Co ważne tak produkowanej witaminy D nie można przedawkować. Ale cóż z tego, skoro w Polsce przez większość miesięcy kąt padania promieni słonecznych nie umożliwia skutecznej skórnej syntezy witaminy D. Dodatkowo sprawę komplikują smog, chmury, twarzowe okulary przeciwsłoneczne, kremy z filtrem oraz praca wewnątrz budynków. Niestety natura nie przewidziała tak zawziętej walki człowieka ze skórną produkcją witaminy D. Zatem zgodnie z wielowiekową cywilizacyjną tradycją, czego nie wytworzymy sami - musimy zjeść. Ale nie wyrzucajmy sobie – w Arabii Saudyjskiej szacuje się, że niedobory tej witaminy dotyczą ponad 60% populacji w skali kraju – głównie ze względu na uwarunkowania kulturowe w zakresie stroju. Więc słoneczna pogoda to jeszcze nie wszystko.


SUPLEMENTACJA, CZYLI O CO TYLE KRZYKU 

JAK: najlepiej suplementować witaminę D z posiłkiem, w celu zapewnienia optymalnego wchłaniania i wysokiej biodostępności.

KIEDY: codziennie.

CO: najlepiej kapsułki (wykazano, że w przypadku witaminy D substancja z kapsułek z nośnikiem lipidowym wchłania się kilka razy szybciej i skuteczniej od substancji w tabletkach). Zwracaj uwagę, jaki preparat kupujesz, żeby zapewnić sobie suplement o potwierdzonym składzie i jakości i nie stać się ofiarą podwórkowej produkcji. Modne aktualnie jest połączenie witaminy D3 z witaminą K2 – ale pomimo dostępnej wiedzy prowadzone są dalsze badania potwierdzające benefit tej kombinacji. 

DLACZEGO: właściwy poziom witaminy D jest przede wszystkim konieczny do prawidłowej regeneracji organizmu i jest jednym z tzw. modulatorów genowych. Ponadto niski poziom witaminy D może zwiększać ryzyko wystąpienia zaburzeń odporności (w tym i występowania chorób autoimmunologicznych), nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca, cukrzycy oraz niektórych typów nowotworów. Wystarczy? To dołożymy jeszcze krzywicę i osteomalację, czyli rozmiękanie kości. Cyferki? Bardzo proszę -w dwóch dużych badaniach w USA i Szwecji wykazano 2.7 razy mniejszą zachorowalność na ostre wirusowe infekcje układu oddechowego u osób ze stężeniem 25(OH)D ≥38 ng/ml. Kobiety, u których stężenie 25(OH)D było wyższe od 40 ng/ml miały 67% mniejsze ryzyko wystąpienia nowotworów (z wyłączeniem nowotworów skóry). To dopiero początek listy – ale i tak robi już wrażenie. 

ILE: Dawkowanie i dobór preparatu koniecznie należy przedyskutować ze swoim lekarzem rodzinnym. Na indywidualny poziom suplementacji będą miały wpływ m.in. wiek, obciążenie chorobami, masa ciała (poziom tkanki tłuszczowej), nawyki, dieta i zażywane leki. Istnieje też wiele różnych wytycznych w zależności od źródła zaleceń i rejonu geograficznego świata. Wg aktualnych wytycznych dla Europy Środkowej suplementacja u zdrowych osób dorosłych w profilaktyce niedoborów to 800-2000IU (jednostek międzynarodowych - j.m.) na dobę witaminy D3 od października do maja lub przez cały rok, jeśli synteza skórna jest niewystarczająca (maksymalna dawka dobowa u dorosłych to 4000IU). W przypadku potwierdzonego niedoboru dawki lecznicze mieszczą się w zakresie 1000-10000IU na dobę przez 1-3 miesięcy, z koniecznym monitorowaniem leczenia poprzez pomiar stężenia 25(OH)D w surowicy krwi. Dla dzieci i młodzieży (1-18 rok życia) te same wytyczne określają zalecaną profilaktyczną dawkę witaminy D3 w przedziale 600-1000IU na dobę, zależnie od masy ciała, od października do marca lub też przez cały rok, jeśli synteza skórna jest niewystarczająca (czyli np.: przy restrykcyjnym stosowaniu kremów z filtrem UVB i/lub ograniczonym czasie przebywania na słońcu). Analogicznie dla noworodków donoszonych i niemowląt w profilaktyce niedoboru witaminy D3 zaleca się dawkę 400IU na dobę z uwzględnieniem ilości witaminy D3 z pożywienia dla dzieci karmionych sztucznie (źródło: Wytyczne dla lekarzy rodzinnych dotyczące suplementacji witaminy D). Dla młodszych dzieci właściwą formą są kropelki z witaminą D3.

A może masz wolną chwilę w ciagu słonecznego dnia? W teorii 15-20 minut ekspozycji skóry twarzy, dłoni i przedramion (w przybliżeniu 20% powierzchni ciała) od południa do około godziny 16.00 powinno wystarczyć dla zaspokojenia dziennego pokrycia zapotrzebowania na witaminę D. 

Na deser informacja: ponad 30000 - tyle prac naukowych o witaminie D opublikowano w ciągu ostatnich dziesięciu lat na całym świecie. 

Pamiętaj, że witamina D to nie cukierek i nie jest cudownym remedium na wszystko zło. I że więcej nie zawsze znaczy lepiej. Ale jej właściwy poziom jest bardzo ważny. Czy już czujesz się wyjątkowo?


Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28216084

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5613455/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5774037/












Autor: Grzegorz Zając- lekarz medycyny
Współprowadzący blog: Long Life Hunters
Photos: https://pl.depositphotos.com/home.html

Miniaturka postu

Aneta Szyłańska- Nie myśl o różowym słoniu!

Byłam ostatnio na wyciecze... Wyjazd autokarowy z pilotem, miejsce: Amsterdam z odwiedzinami w Keukenhof, gdzie jest królestwo tulipanów… Prawdziwy raj dla oczu i nosa, szczególnie, że pogoda nam niesamowicie dopisała… 

Było jednak pewne „ale”- osoba pani Pilotki wycieczki. Podczas podróży dowiadywaliśmy się jak to zwykle jest beznadziejnie w tym kraju, jaka to zwykle jest brzydka pogoda i jak silne są wiejące bez przerwy wiatry. Do tego usłyszeliśmy, że mieszkańcy Holandii „o nieco ciemniejszym kolorze skóry” są niegrzeczni… Opowieść o tym jak Holandia zbudowała swój kraj wielokrotnie była okraszana opisami związanymi z tym, że to na „wstrętnych bagnach”, że to z pieniędzy „zarobionych na handlu i niewolnictwie”, że Holender to „skąpy wujek Szkota”… Jakby tego było mało, że żona obecnego króla – królowa Maxima, „to osoba solidnie zbudowana, nie wygląda jak worek kartofli, z całym szacunkiem do worka kartofli… ale szczupła to ona nie jest…” Często były też nadużywane słowa „armagedon” lub „masakra”… 

Można by wymieniać cały dzień, ale nie o tym chciałam napisać… 

Pomyślcie jak ciekawie można by było inaczej opowiedzieć o tym samym, że warto cieszyć się wyjątkowo piękną pogodą, która tego dnia nam sprzyjała, że Holendrzy to niesamowity naród, który właściwie z niczego i w ekstremalnie trudnych warunkach zbudował kraj, który stał się potęgą handlową i morską, że od Holendrów można się uczyć gospodarności i że Król ożenił się z osobą, która nie ma pochodzenia królewskiego, i że tworzy z nią szczęśliwą rodzinę… 

Negatywnie naładowana komunikacja... 

Co nam to robi? W trakcie wycieczki nastroiła nas nieco nerwowo – a ja jako „niespotykanie spokojny człowiek” jestem daleka od negatywnych reakcji – chyba, że ktoś przesadzi… - tym razem byłam bliska wybuchu. 

Dbałość o semantykę wypowiedzi nie oznacza oszukiwania rzeczywistości. Pozwala natomiast skupić się na pozytywnych elementach wypowiedzi, konkretach i faktach. 

Kiedy słyszę, że „udała” mi się zupa, czy też, że „wyszło mi” coś, lub że „jakimś cudem” ktoś zdał egzamin... Wiem, że ten ktoś nie przypisuje sobie odpowiedzialności za sukces, którego jest autorem. W dzisiejszych czasach, gdy mamy do czynienia z różnymi pokoleniami i pracujemy w firmach z różnorodnymi korzeniami kulturowymi – tym bardziej warto zadbać o pozytywny komunikat. 

Często pracując coachingowo z kobietami, proszę je o podsumowanie swoich mocnych stron, umiejętności, talentów, opisu sytuacji, w których czuły się silne i zadowolone z siebie… Okazuje się to dla wielu osób niezwykle trudnym zadaniem. 

Pamiętajmy, że można inaczej formułować swoje wypowiedzi i prośby.  

Co dzieje się, gdy mówisz do dziecka „nie biegaj”? - biegnie jeszcze szybciej. Ale gdyby tak postarać się użyć sformułowania bez zakazu np. „Idź troszkę wolniej” – być może efekt byłby inny. To samo z „nie myśl o różowym słoniu” – nasz mózg jest tak skonstruowany, że aby nie myśleć o różowym słoniu – musi najpierw przywołać jego obraz. Podobno, gdy mówimy „muszę…” nasz mózg odczytuje to jako przymus i zaczyna stawiać opór lub bojkotuje nasze działania.  

Zachęcam Cię do używania pozytywnych sformułowań. Zrób eksperyment – powiedz inaczej niż zwykle to co chcesz powiedzieć. Podkreślaj swoje dokonania i to z czego jesteś dumna… nie daj sobie odebrać tego jak ciężko pracowałaś na swój każdy, nawet najdrobniejszy sukces.  

Osiąganie sukcesów nie jest „przypadkiem”, nie „udało” Ci się, tylko jest efektem wysiłku, który świadomie podjęłaś! Trzymam za Ciebie kciuki i zachęcam do zrobienia zadania domowego – nie „próbuj”, nie „staraj się” – po prostu to zrób; świadomie kontroluj swój język i ucz tego swoje dzieci, żeby zrozumiały, że trzeba przypisywać sobie sukcesy, których są autorami… aaa i zrób listę rzeczy, z których jesteś dumna, które zrobiłaś i które są efektem Twoich zasług i pracy  A na koniec odpowiedz sobie co odkrywasz



Aneta Szyłańska  
Właściciel firmy Human Asset, Senior Konsultant - posiada 12-letnie doświadczenie w branży doradztwa personalnego. Twórca metodologii i manager projektów diagnozy potencjału kompetencji pracowników z różnorodnych branż. Specjalizuje się w prowadzeniu indywidualnych i grupowych procesów coachingowych. Prowadzi warsztaty aktywizacji zawodowej w projektach kreowania kariery. Jest autorką warsztatów w ramach Akademii Menedżera. Posiada doświadczenie w pracy zarówno w środowisku korporacyjnym, jak i w branży consultingowej. Absolwentka Akademii Leona Koźmińskiego (Zarządzanie ludźmi w firmie; Zarządzanie kompetencjami Pracowników; Szkolenie i Rozwój oraz Kurs Trenerski). Uprawnienia: Akredytowany Coach Praktyk Biznesu (International EMCC Practitioner Coach; Racjonalna Terapia Zachowań – stopień I). Team Coach (2014), Coaching zdrowia (2017), Profesjonalny Mentor (2018)

Miniaturka postu

Bezpieczna pielęgnacja skóry w okresie ciąży.

    Ciąża to wyjątkowy czas. W tym okresie, myśli kobiety niemal w 100% skupiają się na dziecku lecz należy pamiętać, aby dbać o swoje samopoczucie, komfort i dobry wygląd. Tak abyś Ty czuła się atrakcyjna przez kolejne 9 miesięcy , twoja pielęgnacja była bezpieczna, a jednocześnie, aby ciąża nie zostawiła po sobie pamiątek na stałe.


    Okres ciąży jest wymagającym okresem dla organizmu kobiety, dlatego też zmienia się wtedy pielęgnacja skóry. Niektóre kosmetyki i zabiegi jakie do tej pory były dozwolone, stają się automatycznie zabronione. Ze względu na „burzę hormonów” zachodzącą w organizmie kobiety podczas ciąży warto jest, abyś obserwowała jak Twoja skóra reaguje na zastosowany produkt. Kieruj się zdrowym rozsądkiem i zastosuj regułę umiaru. 


    Działanie jakie powinny wykazywać stosowane przez Ciebie kosmetyki to przed wszystkim działanie łagodzące, nawilżające i natłuszczające. Szukaj kremów z bezpiecznymi składnikami, takimi jak kwas hialuronowy, kolagen, allantoina, pantenol, gliceryna, wyciągi z ogórecznika czy wiesiołka. Ważne, by kosmetyki zawierały emolienty (np. witamian E, masło shea, skwalen, oleje roślinne), czyli składniki ograniczające ucieczkę wody przez naskórek, poprzez wytworzenie warstwy okluzyjnej. Unikaj gorących i długich kąpieli, sprzyjają one utracie wody,  a zaraz po użyj balsamu. 

    Podstawowe produkty do użytku domowego jakie będą potrzebne Ci w ciąży to:


    1. Krem z filtrem – aby zminimalizować ryzyko powstania przebarwień (ostuda ciężarnych). Latem koniecznie SPF 50, zimą można zastosować SPF 30. 


    2.Balsam do ciała – aby zapobiec powstawaniu rozstępów, należy zadbać o dobre nawilżenie i elastyczność skóry. Stosuj rano i wieczorem, dodatkowo po każdej kąpieli.


    3.Peeling do twarzy i ciała – usunie zrogowaciałe części naskórka, poprawi elastyczność, wpłynie na lepsze działanie kremów i balsamów.


    W ciąży należy unikać kosmetyków, które zawierają w swoim składzie kwas glikolowy, mlekowy, cytrynowy, migdałowy, azelainowy – mogą podrażnić i zadziałać fotouczulająco. Olej sojowy i wyciągi z soi - mogą wywoływać przebarwienia u kobiet w ciąży.  Zabronione jest stosowanie witaminy A i jej pochodnych – retinolu (powodują uszkodzenia płodu). Unikaj kosmetyków z zawartością kofeiny i wyciągu z kasztanowca, ponieważ poprawiają ukrwienie, które może prowadzić do żylaków. Zabronione jest stosowanie niektórych olejków eterycznych np. bergamotowego, lawendowego, estragonowego, jałowcowego, z drzewa cedrowego. 


    Ciąża jest również ograniczeniem dla zabiegów oferowanych w gabinetach kosmetycznych. Wykluczone wtedy są np. zabiegi z użyciem prądów i fal radiowych, korzystanie z zabiegów rozgrzewających (m.in. z sauny), podwyższających ciśnienie, wyszczuplających. Nie wykonuje się zabiegów z użyciem igieł, makijażu permanentnego (ryzyko wprowadzenie zakażeń). Zabiegi z wykorzystaniem laserów i z zakresu medycyny estetycznej także należy odłożyć po okresie ciąży i karmieniu piersią. Odradza się korzystanie z solarium. 

    Przyszłe mamy z powodzeniem mogą korzystać z ofert salonów kosmetycznych pod warunkiem, że ciąża nie jest zagrożona. W pierwszym trymestrze ciąży poleca się wykonywanie zabiegów na twarz, a pielęgnacja ciała w gabinecie kosmetycznym, zazwyczaj rozpoczyna się od II trymestru i głównie powinna skupić się na nawilżaniu, kojeniu i uelastycznianiu skóry. Nie powinny to być inwazyjne zabiegi. Zalecane są masaże relaksacyjne twarzy i ciała. Tutaj należy zwrócić uwagę na odpowiednią pozycję, powinna to być pozycja na boku. Ważne jest, aby osoba wykonująca zabiegi była wykwalifikowana i doświadczona. Wykorzystaj te ostatnie chwile wolności  i poświęć jak najwięcej czasu samej sobie. Odpocznij i zadbaj o swoje ciało,  a ono podziękuje Ci za to później  :)



    Monika Bartnik
    mgr kosmetologii
    Absolwentka Wyższej 
    Szkoły Zawodowej
    Kosmetyki i Pielęgnacji
    Zdrowia w Warszawie, tel: 695 625 673

    Miniaturka postu

    Słodka beza.

    Do niedawna beza kojarzyła mi się z nieprzyzwoicie słodkimi ciasteczkami. Tak słodkimi, że aż zęby bolały podczas ich jedzenia. I za takimi bezami nie przepadałam, bo ta słodycz raczej kojarzyła mi się z mdłym smakiem glukozy niż rozkosznym „niebem w gębie”.


    Sytuacja uległa zmianie, gdy pewnego jesiennego ranka, gdy za oknem szaruga i plucha zagościła na dobre, dwie zaprzyjaźnione szkolne mamy odwiedziły mnie, aby omówić szkolne sprawy i razem z nimi odwiedził mnie tort bezowy. I wtedy dopiero poznałam wykwintny smak bezy. Puszysty krem otulony bezowym spodem i wierzchem rozpływał się w ustach, a ich słodką delikatność podkreślały soczyste maliny. 

    I wiecie co wam powiem , że takie dwa rodzaje „słodkich bez” mamy w szkole na co dzień.


    A mianowicie wyobraźcie sobie lub przypomnijcie z czasów szkolnych lat taką sytuację. Podczas lekcji języka polskiego uczniowie wspólnie z nauczycielem omawiają piękną lirykę. Na zakończenie  nauczyciel zadaje pracę  domową następującej treści: „Na przyszły poniedziałek proszę napisać list do kolegi, w którym zachęcicie go do przeczytania innych wierszy autora tejże pięknej liryki”. Każdy z was napisał,  najlepiej jak potrafił. Niektórzy na dwie strony A4, inni skromniej bo na pół strony. Niektórzy rozpisali się o wszystkich utworach epickich i lirycznych autora, inni zachęcali do przeczytania co najwyżej jeszcze jednego wiersza. Jakież bywało zdziwienie, gdy nauczyciel oddawał sprawdzone listy i okazywało się, że ci pierwsi nie widzieć czemu dostawali gorsze stopnie od tych drugich lub na odwrót. Ileż to razy zastanawialiśmy się dlaczego ja dostałam tróję, a kolega czwórkę lub piątkę. Przecież oboje pisaliśmy podobnie o tym samym.  I ta sytuacja to jest taka beza o smaku glukozy. Niby słodka, niby wszyscy wiedzą o co chodzi, ale jak przyjdzie co do czego to pozostaje tylko niesmak i gorycz niesprawiedliwości. 


    A gdyby tak sytuację nieco zmienić i zadana praca domowa brzmiała by następująco: „ Na przyszły poniedziałek napiszcie list do kolegi, w którym zachęcicie go do przeczytania dwóch innych wierszy tego autora, list ma się składać z trzech akapitów, z elementami charakterystycznymi dla listu, zaimki piszcie wielką literą, list ma być  czytelny”. Każdy z was znowu napisał najlepiej jak potrafił. Lecz kiedy nauczyciel oddawał sprawdzone listy, a ty zachęciłeś kolegę do przeczytania jednego wiersza, zaimki pisałeś małą literą i ledwo można było cię rozczytać, to już wiesz dlaczego dostałeś tylko tróję.  Nauczyciel podał bardzo konkretne kryteria twojego sukcesu tzn. że jeśli spełnisz wszystkie wymagania to dostanie piątkę. Nauczyciel omówił się tylko na takie warunki, jakie przedstawił w opisie pracy domowej, nie umawiał się np. na poprawność ortograficzną listu, więc tego kryterium nie oceniał. I to jest właśnie mój tort bezowy. Wiem, jakie są moje i jego smakowe kryteria sukcesu, ma być nie za słodki i z malinami i taki właśnie jest. Taki lubię najbardziej.


    Szkolny „tort bezowy” ma swoją fachową nazwę w nauczaniu, jest to tzw. nacobezu czyli „na co będę zwracał uwagę przy ocenianiu. Nacobezu to nic innego jak kryteria sukcesu, które podajemy uczniom przed wykonaniem zadania lub przed sprawdzianem. Podajemy je po to, aby później  sprawiedliwie ocenić pracę ucznia i żeby uczeń wiedział, jak konkretnie daną pracę lub zadanie  wykonać, aby dostać piątkę lub szóstkę. 


    Ostatnio rozmawiałam z mamą jeden z uczennic, zapisanych niedawno do mojej szkoły z innej podstawówki, która przedstawiła mi następującą sytuację.  Pani do historii przed sprawdzianem podała bardzo szczegółowo zagadnienia, których należy nauczyć się, aby być dobrze przygotowanym do klasówki. Uczennica nauczyła się i dostała szóstkę. Zdziwiona i zaskoczona dziewczynka stwierdziła „ Przecież pani nam wszystko podała wcześniej i wiedziałam co będzie na sprawdzianie. Dostałam szóstkę. Czy to nie dziwne?” Absolutnie nie!  Nauczyciel  w szkole nie jest po to, żeby łapać ucznia na braku wiedzy jak policjant złodzieja. Nauczyciel jest po  to, aby wskazywać wiedzę potrzebną do uczenia się, wymagać jej zgodnie z nacobezu tak jak wymagamy od bezy, by była delikatnie słodka z soczystymi malinami. 





    Wioletta Krzyżanowska – od 2007 roku dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 323 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie. Nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, języka angielskiego i doradca zawodowy. Inicjatorka zmian w polskiej szkole polegających na propagowaniu idei szkoły bez obowiązkowych prac domowych, oceniania kształtującego, metody projektu i „zielonego ołówka”. Menadżerka oświatowa budująca kulturę szkolną opartą na budowaniu wzajemnych relacji między nauczycielem, uczniem i rodzicem. Laureatka nagród i wyróżnień Prezydenta m. st. Warszawy i Burmistrza Dzielnicy Ursynów za wkład w rozwój oświaty i sportu. 


    Zdjęcie.https://pl.depositphotos.com

    Miniaturka postu

    A jaką Ty masz cerę?

    Zanim zaczniesz stosować konkretną pielęgnacje twarzy, sprawdź czym charakteryzuje się Twoja cera. Zacznij od diety! Zapewniam Cię, że odpowiednie odżywanie + używanie właściwie dobranych kosmetyków, przyniesie zamierzony cel: zdrową, promienną cerę.

    1.Twarz tzw. cukrowa
    Objawia się poprzez cienką i poszarzałą skórę, wysypkę na całej twarzy, zmarszczki pod oczami i na czole.
    Zbyt duża ilość cukru w diecie powoduje niszczenie kolagenu, a on odpowiedzialny jest za jędrność skóry. Staje się ona bardziej podatna na zmarszczki poprzez utratę elastyczności. Na początku ogranicz, następnie całkowicie wyeliminuj cukry z diety. 


    2.Twarz tzw. glutenowa
    Objawia się zaczerwienieniem i opuchnięciem policzków, wypryskami na brodzie, żuchwie czole, ciemnymi pigmentowymi plamami. 
    Odstaw produkty z glutenem na okres 3-4 tygodni (np. makarony, pieczywo, ciastka, płatki)
    Jedz produkty o dużej zawartości błonnika 


    3. Twarz tzw. nabiałowa
    Nietolerancja laktozy objawia się obrzękami powiek, cieniami i workami pod oczami. Występują grudki i białe krostki i na brodzie. Nietolerancja produktów mlecznych może pojawić się z czasem. 
    Odstaw wszystkie produkty mleczne na ok. 3 tygodnie 

    4. Twarz tzw. winna
    Osoby które spożywają w większość dni tygodnia alkohol walczą z przesuszoną skórą, cieniami pod oczami, opadającymi powiekami. Pojawiają się częściej niż u innych zmarszczki pod oczami i na policzkach. Występuje zaczerwienienie na nosie, rozszerzają się tzw. "pory". Pogłębia się bruzda nosowo-wargowa. Cukier zawarty w alkoholu, uszkadza kolagen który jest odpowiedzialny za elastyczność skóry. Dodatkowo alkohol sprzyja utracie wody z organizmu, co objawia się przesuszeniem skóry. 

    Zrób 3 tygodniową przerwę od alkoholu, bo tyle potrzebuje organizm, aby wrócić do równowagi
    Ogranicz dni kiedy spożywasz alkohol 
    Nie mieszaj go z napojami dodatkowo słodzonymi 
    Pij dużo wody.
    Jeśli już spożywasz alkohol niech to będzie wytrawne wino dobrej jakości, z jak najmniejszą zawartością cukru.


    Zdjęcia:https://www.ofeminin.pl/uroda/pielegnacja/co-tak-naprawde-cukier-gluten-i-mleko-robia-twojej-cerze-te-defekty-mowia-czego-jesz/hefs9hzFoto: https://pl.depositphotos.com/search/cera.html?01d1d262bd948053663eda177ff41b41




    Monika Bartnik
    mgr kosmetologii 
    Absolwentka Wyższej 
    Szkoły Zawodowej 
    Kosmetyki i Pielęgnacji 
    Zdrowia w Warszawie. 

    Miniaturka postu

    Kolor ma znaczenie


    Ci z was, którzy wychowali się na dobranockach o Misiu Uszatku, Żwirku i Muchomorku czy Bolku i Lolku z pewnością  z rozrzewnieniem wspominają taką, której tytułowym bohaterem był zaczarowany ołówek. Dla tych, co nie pamiętają tej bajeczki, przedstawię krótko główną myśl przewodnią animowanego utworu. Chodziło w niej  o to, że pewien chłopiec był w posiadaniu zaczarowanego ołówka. Jego magia polegała na tym, że cokolwiek chłopiec narysował tym ołówkiem, natychmiast ten przedmiot, zwierzę lub inna materia ożywało. Oczywiście jak to w każdej bajce bywa, chłopiec wykorzystywał moc ołówka tylko w słusznej sprawie, gdy ktoś lub coś potrzebowało pomocy i wsparcia. 


    Nie wiem jak wy, ale ja marzyłam o posiadaniu takiego , niezwykle osobliwego przedmiotu, jakim był ten ołówek. Niby zwykłe, drewniane, z grafitowym gryflem pisadełko, ale z jaką mocą!  Ileż to razy w naszym życiu odczuwamy silne pragnienie posiadania czegoś, co pozwoliłby nam rozwiązać nasze troski. I nie mówię tu zaraz o nowym domu, samochodzie czy torebce. Takie pragnienia wydają  się zbyt krótkowzroczne. Mam na myśli coś takiego, co dałoby nam wiarę we własne siły. Coś, co pokazałoby nam ,że nie jesteśmy beznadziejni tak jak myśli o nas szef czy kolega z pracy ,ale że jesteśmy na tyle jedyni w swoim rodzaju, że zawojujemy świat. 

    My dorośli mamy już wykształcone mechanizmy radzenia sobie z krytyką i wytykaniem palcami błędów. Przypomnijmy sobie nasze szkolne zeszyty, wypracowania, sprawdziany i kartkówki. Nauczyciel brał do ręki czerwony długopis i kilkoma sprawnym ruchami, wyćwiczonymi przez lata praktyki, zaznaczał wszystkie nasze błędy. Pamiętacie? W wypracowaniach to były „ort” czyli błąd ortograficzny , „int” czyli interpunkcyjny, „styl”  czyli stylistyczny. I o ile w tych dwóch pierwszych przypadkach to jeszcze człowiek wiedział o co chodzi, ale z tym stylem to zawsze był kłopot. Sprawdziany pokreślone na czerwono niektórym siły się po nocach, czerwona dwója lub jedynka przesądzała czasem o uczniowskim być albo nie być. Czerwony kolor powodował, że błędy jeszcze bardziej utrwalały się w naszej podświadomości i wyrastaliśmy w przeświadczeniu, jak bardzo możemy być do niczego. 

    I wiecie, co wam powiem, jest taki zaczarowany ołówek …. To jest zielony ołówek. Może być zielony długopis, ważne żeby pisał na zielono. Wystarczy, aby nauczyciel w pracy naszego dziecka zaznaczył  zielonym kolorem, to co zrobiło najlepiej i najpiękniej. Pomyślmy o naszych dzieciach, które dopiero uczą się świata i wierzą w jego bezgraniczne dobro. Jak ważne jest pokazywanie im ich mocnych stron. Najprostszym sposobem jest podkreślenie zielonym kolorem w zeszycie dziecka tę literkę, którą napisało najstaranniej lub ten przekład, który zrobiło prawidłowo.

    Znajdą się zaraz tacy dociekliwi i drobiazgowi rodzice, co powiedzą: „A skąd moje dziecko będzie wiedziało, jakie błędy popełniło?” Ano stąd, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to pod wykonanym zadaniem lub pracą nauczyciel wypisze wyrazy do poprawy lub da wskazówki do poćwiczenia wybranych przykładów. 

    Metoda zielonego ołówka to pokazanie dziecku jego sukcesu, nagrodzenie wysiłku jaki włożyło w napisanie sprawdzianu. Zastosowaniem tego prostego zabiegu polegającego na zmianie koloru z czerwonego na zielony odchodzimy od kultu błędu na rzecz kultu wysiłku, poprawności i sukcesu jako głównego czynnika motywującego nas do działania. Tę metodę możemy zastosować nie tylko w młodszych klasach. Do szóstej klasy szkoły podstawowej możemy na zielono zaznaczać tylko prawidłowe odpowiedzi i tylko na ich podstawie zliczyć punkty do oceny końcowej. Zaznaczenie zielonym kolorem w pracy dziecka jego sukcesu niesie ze sobą również budowanie pozytywnej relacji między uczniem a nauczycielem. Relacji, która będzie najważniejsza w kontekście motywacji wewnętrznej dziecka. 

    Z pozoru wydaje się to prostym sposobem na próbę odejścia od pruskiego systemu nauczania, ale tak naprawdę wymaga to zmiany przekonań w nas samych jako rodzicach i w nas jako nauczycielach. Przekonań głęboko zakorzenionych i często uniemożliwiających spojrzenie na szkołę z innej perspektywy. Ale warto chociaż spróbować tej drobnej zmiany dla naszych dzieci, aby potrafiły cieszyć się z najdrobniejszych sukcesów i znały swoje mocne strony. 


    Zielony ołówek może nam się również przydać w życiu codziennym, doceniajmy najdrobniejsze nawet wysiłki naszych partnerów życiowych w najdrobniejszych sprawach a zdecydowanie więcej uśmiechu zagości w naszych domach. Zaczarowany ołówek to zielony ołówek.






    Wioletta Krzyżanowska – od 2007 roku dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 323 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie. Nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, języka angielskiego i doradca zawodowy. Inicjatorka zmian w polskiej szkole polegających na propagowaniu idei szkoły bez obowiązkowych prac domowych, oceniania kształtującego, metody projektu i „zielonego ołówka”. Menadżerka oświatowa budująca kulturę szkolną opartą na budowaniu wzajemnych relacji między nauczycielem, uczniem i rodzicem. Laureatka nagród i wyróżnień Prezydenta m. st. Warszawy i Burmistrza Dzielnicy Ursynów za wkład w rozwój oświaty i sportu.

    Zdjęcie.https://pl.depositphotos.com

    Miniaturka postu

    Cykl felietonów- Szkoła na dywaniku

    SZKOŁA NA DYWANIKU to cykl felietonów o szkole oczami dyrektora szkoły. Felietony o tematyce uczniowskiej, nauczycielskiej i rodzinnej pokażą szkołę z jej zaletami i wadami. Na wesoło i na poważnie. 

    Autorką jest Wioletta Krzyżanowska – od 2007 roku dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 323 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie. Nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, języka angielskiego i doradca zawodowy. Inicjatorka zmian w polskiej szkole polegających na propagowaniu idei szkoły bez obowiązkowych prac domowych, oceniania kształtującego, metody projektu i „zielonego ołówka”. Menadżerka oświatowa budująca kulturę szkolną opartą na budowaniu wzajemnych relacji między nauczycielem, uczniem i rodzicem. Laureatka nagród i wyróżnień Prezydenta m. st. Warszawy i Burmistrza Dzielnicy Ursynów za wkład w rozwój oświaty i sportu. 




    Miniaturka postu

    Monika zadba o waszą urodę!

    Monika Bartnik - magister kosmetologii. Z branżą  związana od ponad 10 lat. Ukończyła studia w Wyższej Szkole Zawodowej Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie. Kosmetologia jest jej wielką pasją. Aby rozwijać swoją wiedzę oraz kompleksowo pracować ze swoimi klientami, stale stara się doskonalić swoje kwalifikacje poprzez uczestnictwo w licznych szkoleniach i wydarzeniach branżowych.

    Ciągle stawia sobie coraz to wyższe poprzeczki. Zdobywa nową wiedzę i doświadczenia. Uwielbia pracę z ludźmi. Ceni sobie możliwość poznawania nowych osób, bo każda z nich wnosi wiele do jej życia. Oprócz wspomnianej kosmetologii, jej pasją są również gotowanie i podróże.

    Zdobyta wiedza na temat  dogłębnego dbania o zdrowie i dietę, pozwoliła jej na wysoką skuteczność wykonywanej pracy i świadczenie usług na najwyższym poziomie.



    Miniaturka postu

    Jak przygotować skórę do ciąży?

    Wielkie wyzwanie przed Tobą… 

            Ciąża – żartobliwie mówi się, że to nie choroba… co jest oczywiście prawdą. Wcale nie jest chorobą, ale niesie za sobą dużo zmian dla organizmu kobiety. Tak więc, należy się do niej odpowiednio przygotować. To, jaki prowadziłaś tryb życia przed ciążą ma wpływ na jej przebieg oraz regenerację po porodzie. Wiadomo, że całą uwagę skupiasz teraz na dziecku. Zacznij, więc myśleć dwutorowo i poświęć trochę uwagi samej sobie, bo najważniejsza jest profilaktyka. Pamiętaj także, że to też ostatnie chwile kiedy tak beztrosko będziesz mogła to robić ☺ 

             Jeśli nie byłaś zwolenniczką zdrowego trybu życia, prawidłowego odżywiania się i regularnej aktywności, czas na zmiany! Optymalny czas na ich wprowadzenie to przynajmniej   3 miesiące przed planowaną ciążą, tak aby Twój organizm miał czas się do nich przyzwyczaić. Oczywiście jeśli jesteś już w ciąży i nie masz tych 3 miesięcy zmień tyle ile możesz. Pamiętaj! Lepiej późno niż wcale ☺

              Zachowaj równowagę pomiędzy żywieniem (zdrowa, regularna i zbilansowana dieta), regularną aktywnością fizyczną (wzmacnianie mięśni brzucha, dna miednicy, kręgosłupa)    i pielęgnacją skóry. Picie dużej ilość wody, wpływa również na prawidłowe nawilżenie skóry. Dieta przyszłej mamy powinna być bogata w nienasycone kwasy tłuszczowe, białko, witaminy oraz mikroelementy. Bardzo ważne jest przyjmowanie kwasu foliowego. Wszystkie te czynności pomogą Ci po porodzie odzyskać dawny wygląd skóry oraz figurę  sprzed ciąży

            Skóra to największy narząd, chroniący przed czynnikami zewnętrznymi. Należy zadbać o jej prawidłowe nawilżenie, ponieważ w trakcie ciąży będzie narażona na nadmierne rozciąganie, może również ulec zwiotczeniu. Pod wpływem hormonów, włókna elastyny i kolagenu są słabsze, co może powodować pojawienie się rozstępów. Oczywiście nikt nie da Ci gwarancji, że po ciąży będzie ona w stanie nienaruszonym, gdyż dużą rolę pełnią tutaj, również predyspozycje. Chcąc zminimalizować w znacznym stopniu pojawienie się tych zmian, warto wcześniej pomyśleć o prawidłowej pielęgnacji domowej i gabinetowej. Tak, aby skóra przed ciążą, w trakcie oraz po, była sprężysta i elastyczna.

    Pielęgnacja domowa

            Wyposaż się w peeling i kosmetyki nawilżające. Dwa razy dziennie nawilżaj i natłuszczaj skórę. Raz w tygodniu wykonuj peeling całego ciała, z pominięciem brodawek. Masuj skórę delikatnymi, okrężnymi ruchami. Możesz w tym celu użyć także szorstkiej części gąbki. Pobudzi to dodatkowo mikrokrążenie skóry. Na koniec naprzemiennie polewaj ciało ciepłym i zimnym strumieniem wody. Taki zabieg świetnie uelastycznia. Powstrzymaj się od gorących kąpieli, ponieważ powodują przesuszanie się skóry. W okresie letnim unikaj także nadmiernego wystawiania skóry na promieniowanie słoneczne.

    Pielęgnacja gabinetowa

            Jak zawsze najważniejsza jest systematyczność i profilaktyka. Zabiegi profesjonalne proponowane w gabinetach polegają na dobraniu odpowiedniego zabiegu, wykonywaniu peeling całego ciała, nałożeniu maski i wykonaniu masażu.  Przed zajściem w ciążę warto skorzystać z oferty salonu kosmetycznego i wykonać serię zabiegów poprawiających elastyczność i nawilżenie skóry, włączając w to masaże ciała. Poprawią one nie tylko kondycję skóry, ale wzmocnią i rozluźnią mięśnie, skorygują Twoją postawę. Dzięki czemu będzie Ci łatwiej podczas ciąży. Im więcej zrobisz dla swojej skóry przed zajściem w ciążę, tym będzie ona odporniejsza na rozciąganie. 

    Rada?

    Nawilżać, nawilżać i jeszcze raz nawilżać ☺ 



    Monika Bartnik 

    mgr kosmetologii 

    Absolwentka Wyższej 

    Szkoły Zawodowej 

    Kosmetyki i Pielęgnacji 

    Zdrowia w Warszawie. 


    Miniaturka postu

    Na hamaku - czyli życiowa równowaga

    Wyobraź sobie, że bujasz się na hamaku… Ruch bujania się jest idealny, symetryczny, przewidywalny… Najpierw odchylenia są duże po to by dojść do stanu bezruchu prawie…
      A teraz wyobraź sobie co stało by się gdyby ruch hamaka zastygł po jednej ze stron i zawisła byś w pionie… Czy czujesz się komfortowo? W tak nienaturalnej pozycji nie jest Ci wygodnie (pomimo, że jesteś na hamaku)…
    Porównując ruch hamakowego wahadła do Twojego balansu pomiędzy pracą zawodową i poza nią. Jak wygląda ten balans u Ciebie?  Jak dbasz o własne potrzeby i czy w ogóle myślisz o sobie?
    Gdybyś miała narysować ruch tego hamaka, to jak on by wyglądał? Co odkrywasz? 
    Często My, Kobiety w wielu rolach: mam, żon, pracowników, córek, przyjaciółek, czy też szefów… myślimy najpierw o naszych obowiązkach, zadaniach i potrzebach innych osób stawiając własne potrzeby na ostatnim miejscu. To częsty temat, który pojawia się w mojej pracy z kobietami – mamy wyrzuty sumienia, że stawiamy własne potrzeby na pierwszym miejscu. A potrzeby mogą wydawać się trywialne dla kogoś z boku: pomalować paznokcie w spokoju, wyspać się wreszcie, oddać komuś prasowanie, wyjść na spacer, poczytać w spokoju…
    Ja też tak miałam – czułam dyskomfort, gdy myślałam o sobie a nie o moich najbliższych w pierwszej kolejności. Ale dopiero w momencie, gdy pozwoliłam sobie na zmianę priorytetów i postawiłam siebie na równie ważnym miejscu jak stawiałam innych – okazało się, że wszystko wskoczyło na właściwe miejsce. Zaczęłam być dla siebie samej „miła”… W efekcie poprawiły mi się relacje z innymi, wróciło poczucie humoru, obudziła się na nowo miłość w związku… nie spodziewałam się aż takich efektów, a wystarczyło mi bez wyrzutów wyjść z domu na spacer z kijkami do nordic walking lub na basen (bez towarzystwa rodziny) bez wyrzutów sumienia, że robię to SAMA i DLA SIEBIE…
    Mój hamak odzyskał właściwy rytm, a ja zrozumiałam, że złapanie balansu jest z korzyścią dla obu obszarów. A Ty odpowiedz sobie na kolejne pytania: 
    - Jak ładujesz swoje baterie?
    - Od czego zaczniesz?
    - Jaki będzie Twój pierwszy krok już dziś?



    Aneta Szyłańska  

    Właściciel firmy Human Asset, Senior Konsultant - posiada 12-letnie doświadczenie w branży doradztwa personalnego. Twórca metodologii i manager projektów diagnozy potencjału kompetencji pracowników z różnorodnych branż. Specjalizuje się w prowadzeniu indywidualnych i grupowych procesów coachingowych. Prowadzi warsztaty aktywizacji zawodowej w projektach kreowania kariery. Jest autorką warsztatów w ramach Akademii Menedżera. Posiada doświadczenie w pracy zarówno w środowisku korporacyjnym, jak i w branży consultingowej. Absolwentka Akademii Leona Koźmińskiego (Zarządzanie ludźmi w firmie; Zarządzanie kompetencjami Pracowników; Szkolenie i Rozwój oraz Kurs Trenerski). Uprawnienia: Akredytowany Coach Praktyk Biznesu (International EMCC Practitioner Coach; Racjonalna Terapia Zachowań – stopień I). Team Coach (2014), Coaching zdrowia (2017), Profesjonalny Mentor (2018)