Zakładki

Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu

Najnowsze posty

Gadżety Miniaturka postu

Naturalnie otuleni miłością...

Miłość – magiczne słowo, magiczne uczucie, które stanowi sens naszego życia. Niezależnie od miejsca urodzenia, koloru skóry, stylu życia, to właśnie miłość jest tym czego szukamy, pragniemy, chronimy. Otuleni miłością czujemy się w życiu piękni, ważni, szczęśliwi. I to właśnie bezgraniczną, organiczną miłość chcemy dać dziecku od pierwszych chwil jego życia. 


Kiedy Edyta zaprosiła mnie do swojego zespołu redakcyjnego Maybe Baby ogromnie się ucieszyłam, ale zaraz potem dopadły mnie wątpliwości. Szczególnie jeśli chodzi o pisanie o produktach dla dzieci. Wydawało mi się, że właściwie już wszystko zostało powiedziane, napisane, pokazane po wielokroć. Więc co jeszcze ja mogę wnieść nowego do tego tematu? Od 6 lat jestem mamą i właściwie od tego czasu dużą część mojego życia wypełnia poszukiwanie i tworzenie nowych ciekawych produktów i rozwiązań dla rodziców i dzieci. Zajmuję się tym zawodowo i... prywatnie ;-)  Testuję je, wprowadzam na polski rynek, promuję.  Spotykam się również z parami oczekującymi dziecka, rozmawiam z nimi, doradzam w wyborze wózka i wyprawki, projektuję pokoje dla dzieci.  Daje mi to dużo radości i satysfakcji, mogę powiedzieć, że hobby jest moją pracą i na odwrót. Myślałam więc i intensywnie szukałam pomysłu jak przenieść te moje doświadczenia na papier i zamienić w cykl artykułów w ramach bloga Maybe Baby. 


I wtedy przypomniało mi się zaklęcie, które co wieczór powtarzam przed zaśnięciem mojej córeczce – „Jesteś piękna, mądra, dobra i BARDZO DLA MNIE WAŻNA“. Te słowa, to właściwie klucz i odpowiedź dlaczego zajmuję się tym czym się zajmuję właśnie w taki sposób w jaki to robię. Z zaangażowaniem, radością, satysfakcją. Te słowa odzwierciedlają dokładnie sposób w jaki patrzę na rodzicielstwo.  Wiem i wierzę, że miłość i poczucie własnej wartości to najważniejsze rzeczy jakie możemy dać naszym dzieciom.  Takie podejście przekłada się przede wszystkim na moje relacje z córką, tą myślą dzielę się z rodzicami, którym pomagam przygotować się na pojawienie się nowego członka rodziny. To spojrzenie w końcu to filtr, przez który wyszukuję, wybieram i rozwijam produkty dla dzieci.

Miłość i szacunek do dziecka i dawanie mu poczucia jak bardzo jest ważne w naszym życiu będą również wątkami przewodnimi w cyklu artykułów, który tu właśnie rozpoczynam. 


Zaczniemy dziś więc od miłości i otulania. 


Dotyk i zapach to właściwie jedne z pierwszych najmocniejszych odczuć dziecka po wyjściu z ciałą mamy na świat. Jeszcze kiedy byłam w ciąży, wspólnie z mężem spotykaliśmy się z naszą cudowną doulą, Małgosią Borecką i rozmawialiśmy jak powitać nasze dziecko na świecie. Pamiętam jej radę, aby przygotować specjalną pieluszkę, w którą bedziemy mogli owinąć nasze dziecku tuż po urodzeniu. Miała być miękka, delikatna, w kolorze różowym lub czerwonym i... pachnąca nami. Dlaczego właśnie tak? Zapach to właściwie sprawa oczywista – noworodek właściwie niewiele widzi, jego wzrok dopiero po pewnym czasie nabierze ostrości, na początku zalewa go po prostu ocean jasności. Zapach więc to najprostszy sposób rozpoznania rodziców. Najbardziej intrygujący był kolor różowy lub czerwony...  Jednak gdy wyobrazimy sobie jak bardzo światło może razić oczka maluszka, który do tej pory przebywal schowany w brzuchu mamy, to rozwiązanie zagadki jest już trochę łatwiejsze. 

Moment porodu oraz pierwsze chwile po nim to właściwie proces przeprowadzenia dziecka na świat, w którym chcemy mu jak najlepiej pomóc.

Okazuje się, że w brzuchu mamy jest ciemno, ale niezupełnie. Światło przenika przez skórę i maleństwo jest przyzwyczajone do stłumionego czerwonego/różowego koloru.  Jeśli więc otulimy i osłonimy je po porodzie pieluszką w takim odcieniu, to damy mu odczucie podobnego otoczenia. Jeśli jeszcze ta pieluszka pachnie rodzicami, do których jest przytulone to komfort i poczucie bezpieczeństwa jest przeogromne... Pamiętam, że skorzystałam z tej rady i wielokrotnie dzieliłam się nia z innymi mamami w ciąży.

Jednak wtedy nie było tak prosto.... 


Znalezienie dużej, miekkiej, naturalnej pieluszki w ładnym odcieniu różu lub czerwieni wcale nie było takie proste.

Oprócz miękkości i koloru zależało mi bardzo, aby był to w 100% naturalny materiał, zdrowy i bezpieczny dla delikatnej skóry mojej córeczki. Pamiętam, że coś wtedy wymyśliłam domowymi sposobami, ponieważ nie znalazłam w sklepach nic odpowiedniego.  

Teraz wydaje mi się niemożliwe, że od tamtego czasu minęło zaledwie 6 lat!

Nie uwierzycie – taki produkt jak otulacz właściwie „raczkował“ na polskim rynku, dziewczyny z La Millou dopiero wymyślały swój pierwszy kocyk, pod którym miała podpisać się „Ta“ Anna Mucha, Muppetshop wprowadził meble dla dzieci rosnące razem z dzieckiem i do tego w szarym kolorze! Tego nie było wcześniej w Polsce... Nieprawdopodobne, że to działo się zaledwie 6 lat temu! 

Dziś rynek wprost tonie w otulaczach różnych firm zagranicznych i polskich w różnych rozmiarach i kolorach.

Wiele z nich jest bardzo ładnych, a i z czasem firmy zaczęły zwracać uwagę i inwestować w jakość materiałów.

Osobiście uwielbiam i zawsze polecam moim przyjaciołom i klientom otulacze marki Lodger. Ich jakość od początku wprowadzenia na rynek biła na głowę wszystkie inne produkty. Wykonane w 100% z najwyższej jakości podwójnej, naturalnej bawełny, nie mając żadnego dodatku sztucznych składników są absolutnie miękkie, delikatne i elastyczne.  Materiał, z którego są wykonane to niezwykle chłonna dzianina bawełniana, której splot zapewnia tak zwane właściwości hydrofilowe, czyli w bardzo wysokim stopniu absorbuje i odprowadza wodę, dzięki czemu skóra dziecka oddycha i pozostaje zawsze sucha.  

Otulacze Lodger są dostępne w 2 rozmiarach – 120x120 cm oraz 70x70 cm, dzięki czemu są multiunkcyjne i sprawdzają się na wiele różnych sposobów – jako otulacz, kocyk, prześcieradło, podkładka do przewijania czy też pieluszka na ramię podczas odbijania dziecka. Dzięki wysokiej chłonności, otulacz Lodger możemy również wykorzystać jako ręcznik, dużym otulaczem możemy się też wygodnie osłonić podczas karmienia dziecka. Otulacz narzucony na budkę wózka, czy fotelika ochroni dziecko podczas spaceru przed wiatrem czy słońcem. Lodger stworzył nawet specjalne kolorowe klipsy, które pomagają przymocować materiał do budki. 


No i na koniec dobra wiadomość dla tych , dla których ważna jest estetyka. Lodger tworząc kolekcje kolorystyczne swoich produktów zawsze korzysta z tak zwanych „trend book’ów“, czyli biblii wskazującej jakie kolory i wzory bedą modne w danym sezonie. Dlatego otulacze i inne produkty Lodger oprócz bazowej kolekcji kolorów mają również kolorystyczne linie sezonowe. Możecie zawsze wybierać i zestawiać ze

sobą otulacze jednokolorowe oraz we wzorki. Do wyboru do koloru, co kto lubi. Dla mnie jednak zawsze najważniejsza pozostaje jakość materiałów, z którymi styka się skóra dziecka, gdyż to przekłada się bezpośrednio na zdrowie i bezpieczeństwo. A w tym zakresie Lodger stoi zawsze na najwyższym podium. 

W kolejnych artykułach podzielę się z Wami informacjami na temat zestawu ubranek dla niemowląt oraz bielizny i ubrań ułatwiających karmienie piersią.... 







AUTOR: Ewelina Gawlik – mama Nadii, projektantka wnętrz i specjalista w dziedzinie marketingu.

Jako właścicielka Muppetshop, znanego i lubianego butiku z tzw. „lifestyle’m rodzinnym“, od lat wyznacza trendy na rynku dziecięcym, tworzy i wprowadza na rynek innowacyjne produkty dla rodziców i dzieci oraz kompleksowo doradza rodzicom oczekującym dziecka w wyborze wyprawki.

Bliska jest jej teoria Marii Montessori, wierzy, że kompetentne i szczęśliwe dziecko wyrasta na szczęśliwego dorosłego człowieka.

Kocha podróże, design i dobrą kuchnię. Na łamach Maybe Baby dzieli się z czytelnikami informacjami o ciekawych i przydatnych produktach dla dzieci oraz projektowaniu wnętrz dla dzieci.






Gadżety Miniaturka postu

Gadżety mamy ;)

Dostaje od Was mnóstwo próśb o przesłanie linków do ostatniego odcinka na You Tube „Gadżety mamy”. Zapraszam Was do zapoznania się jeszcze raz z prezentowanymi przeze mnie rzeczami :) 

1. Pokrowiec na fotelik samochodowy Dawn- Lodger 


To bez wątpienia tzw. „must have” każdej mamuśki. Na pewno szybko docenisz zalety pokrowca :) Obecnie jest dostępny w pięciu kolorach. Bardzo szybko się go zakłada, ściąga oraz bez problemu pierze w pralce w temperaturze 30 stopni. Naprawdę warto jest zainwestować w takie pokrowce już na etapie kompletowania wyprawki. Łatwiej jest wyprać ochraniacz, niż „rozbierać fotelik do rosołu” po wpadce. Wszystkie przecież wiemy, że różnych przygód- czeka nas co nie miara ;)

Pokrowiec jest uniwersalny i pasuje do każdego fotelika samochodowego zarówno z 3, jak i 5-cio punktowymi pasami. Idealnie dopasowuje się do elementów konstrukcyjnych. Kolejną zaletą pokrowca jest jego dwustronność. Jedna strona została wykonana z miękkiego polaru, druga strona- z miękkiej bawełny, która jest materiałem absorbującym wilgoć. Dodatkowo chłodzi, co sprawia, że warto używać go podczas ciepłych, letnich dni.

https://muppetshop.eu/product-pol-5508-Pokrowiec-na-fotelik-samochodowy-Dawn.html


2. Gryzaki Oli & Carol- czyli zdrowe nawyki od pierwszych miesięcy życia!


O kauczukowych gryzakach Oli and Carol, a dokładniej kolekcji Fruit & Veggies (warzywa i owoce) pisałam już we wcześniejszym poście. Masz do wyboru: liść jarmużu, banan, arbuz, marchewkę, brokuł i awokado :) To wyjątkowa rodzina najzdrowszych, najsmaczniejszych warzyw i owoców stworzona po to, aby już od pierwszych miesięcy życia wpajać dzieciom miłość do tych zdrowych darów natury, jednocześnie dając im radość zabawy i wspierając prawidłowy rozwój. 

Wszystkie produkty marki Oli and Carol posiadają 6 cech, które decydują o ich wyjątkowości:    

*  Wykonane w 100% z naturalnej gumy z drzewa kauczukowego Hevea. Są miękkie i elastyczne, łatwo je chwycić i ścisnąć małymi rączkami, idealnie sprawdzają się jako gryzaki. Kauczuk jest wprost idealny dla niemowlęcych dziąseł!     

* Zabawki Oli and Carol są ręcznie malowane certyfikowanymi barwnikami spożywczymi, nie są sztuczne ani plastikowe. Dziecko może je gryźć zupełnie bezpiecznie.

* Zabawki Oli and Carol ulegają biodegradacji i są przyjazne środowisku.       

* Nietoksyczne - nie zawierają PVC (polichlorku winylu), BPA (bisfenolu), ftalanu ani nitrozaminy. Są wyjątkowo higieniczne i nie zbiera się w nich pleśń. W produktach Oli and Carol nie ma żadnych otworów, dzięki czemu nie są siedliskiem bakterii.     

* Opatrzone certyfikatem jakości – w pełni bezpieczne dla dzieci. Posiadają certyfikat dla nietoksycznych i przyjaznych środowisku zabawek przyznawany przez Bureau Veritas.       

* Każda zakupiona zabawka Oli and Carol wspiera edukację hinduskich dzieci.

https://muppetshop.eu/search.php?text=carol


3. Koszulki do karmienia- ulga dla Twojej skóry.

Koniecznie zadbaj o wygodną garderobę podczas ciąży i po urodzeniu dziecka. Jeżeli zdecydujesz się na karmienie piersią, powinnaś szczególną uwagę zwrócić na koszulki do karmienia. Nawał pokarmu to dla większości kobiet, ciężki czas. Wszystko swędzi, drapie, przeszkadza, a Twoje piersi staną się bardzo wrażliwe na wszelkiego rodzaju materiały. 


Eimear Varian-Barry @eimearvarianbarry for Francis & Henry / fot. Christy Leigh @christyleighphoto


Wybierając koszulkę zwróć uwagę na: 

* materiał- powinna być wykonana z wysokogatunkowego materiału: bambus, bawełna organiczna, bawełna hydrofilowa. Istnieje na rynku wiele firm oferujących np. antyalergiczne koszulki do karmienia z właściwościami antygrzybicznymi, które świetnie chłoną wilgoć.

* praktyczność- czyli najlepiej jakby osłaniały pierś podczas karmienia, tak abyś mogła czuć się swobodnie, kiedy przyjdzie Ci karmić przy osobach trzecich. Nie baw się także w zatrzaski i guziki… Zupełnie Ci to nie potrzebne. 

* wygodę- Sprawdź przed zakupem metkę oraz przyłóż koszulkę do najbardziej wrażliwego miejsca na Twoim ciele ( ja tak zawsze sprawdzam, czy przypadkiem materiał nie jest „drapiący"). Koszulka powinna być naprawdę komfortowa i przede wszystkim dopasowana do Twoich potrzeb. Pamiętaj, że termin „wygodna”, nie musi od razu oznaczać, że wyglądem będzie przypominać „ wór na ziemniaki. 

Mam dla Ciebie dwie propozycje. 

1. Koszulka do karmienia Hug Gallery- https://muppetshop.eu/search.php?text=hug+gallery

Wykonana z wysokogatunkowego materiału o właściwościach antyalergicznych. Jej niewątpliwą zaletą jest fakt, że jest bardzo wygodna i osłania pierś podczas karmienia.

Cena: 229 zł.




2. Francis and Henry. - https://www.francisandhenry.com

Przyznam szczerze, że zaintrygowała mnie cena koszulki, która jak na polskie warunki jest dosyć wysoka. Ola Żebrowska, postanowiła stworzyć markę, której dystrybucja skierowana jest na cały świat. Wtedy kiedy polski rynek, zalewały produkty z zagranicy niczym fala tsunami, Ola spokojnie, po cichutku- realizowała swoje plany na biznes, kierując swoją działalność w zupełnie inną stronę. To niewątpliwie był strzał w dziesiątkę! 

Strona oferująca zakup ubrań dla mam oraz niemowląt jest w języku angielskim; prosta, ale jednocześnie płynie z niej niesamowita świeżość oraz ciepło. Możemy tam znaleźć pozytywne opinie o produktach, znanych światowych blogerek, takich jak: Eimear Varian- Barry, Gemma Marin czy Michelle Alan. 

Prawda jest taka, że jak już raz ubrałam koszulkę Fraincis and Henry to piorę ją tak, aby na wieczór znów móc się w niej położyć spać. Nie wiem gdzie Ola znalazła ten materiał, jednak jest boski… Czuje się tak jakbym miała na sobie najwyższej jakości jedwab, a nie 95% bambus z dodatkiem 5% elastanu. Z chęcią dokupiłam resztę oferowanego na stronie asortymentu. Mimo wysokiej ceny, warto zainwestować w tę część garderoby Francis and Henry. Ubrania są proste, nieprzesadzone i co najważniejsze wygląda się w nich naprawdę kobieco, co jest niezwykłą rzadkością w świecie ciążowych i „połogowych” ciuchów. 

Taki „maternity set” może okazać się świetnym prezentem np. na Baby Shower. 


4. Ubranka dziecięce- stawiaj na wysokogatunkowe materiały oraz praktyczność!

O tym jak ważna jest świadomość ubierania naszego dziecka w wysokogatunkowe i naturalne materiały, szerzej opisze w kolejnym poście Ewelina Gawlik- współwłaścicielka sklepu Muppetshop, osoba która od lat wyznacza trendy na rynku dziecięcym. 

Dzisiaj chciałabym się przede wszystkim skupić na praktyczności. Dlaczego? A no dlatego, żebyście nie popełnili tego błędu, który ja sama poczyniłam dwukrotnie ;P

Oczywiście wiem, że kusi Cię żeby kupić: słodkie, małe sukieneczki, buciki lakierki i jeansowy komplet w rozmiarze 62 cm. Tylko pomyśl, czy faktycznie będziesz w nie ubierać swoje dziecko? Jak tak; to ile razy? Myślisz, że w takich strojnych ubrankach będzie wygodnie Twojej 3-miesięcznej dzidzi? Raczej nie bardzo, nie wspominając już o tym, że małe dzieci nie znoszą się ubierać i rozbierać, więc Ty też nieźle się namęczysz i nadenerwujesz podczas tego skomplikowanego „rytuału”. Nie utrudniaj życia sobie i temu małemu brzdącowi, który i tak musi przyzwyczaić się do funkcjonowania w zupełnie nowym środowisku. Kup jedną, góra dwie rzeczy na tzw „wyjścia” czy „imprezy rodzinne” jak zależy Ci na pokazaniu światu swojego royal baby. Zapomnij o reszcie strojnych i skomplikowanych ubrań, na które szkoda po prostu Twoich pieniędzy. Uwierz Cioci Edytce, która sama nakupowała rzeczy, których poźniej nie używała. 

To co ważne dla dziecka, ale i dla Ciebie, to unikaj tzw. „napów" i guzików zapinanych na plecach. Dość że są niepraktyczne dla niemowlaka, to dodatkowo mogą mu wyrządzić krzywdę. Wszyscy wiemy, że nasze pociechy większość czasu spędzają właśnie na plecach, po co im fundować dodatkową niewygodę w postaci leżenia na wystających guzikach…

Warto jest zainwestować w pajacyki z gotowymi już „łapkami”, na kryty zamek- (taki który nie szkodzi dziecku) lub po prostu ściągane na sznurek kombinezony do spania. Docenisz te rozwiązania szczególnie podczas nocnych pobudek :) 



5. Pas Cocobelt- Ulżyj sobie :) 

Zawsze uważałam, że do wszystkich fotelików samochodowych powinni dodawać mężczyznę do noszenia gratis :) Przez ostatnie lata, kiedy rodziłam dzieci próbowałam przyjmować różne pozy z fotelikiem, aby chociaż trochę odciążyć mój kręgosłup. Na pewno znasz to uczucie, jak po kilku minutach dosłownie ręka Ci „więdnie”. Tym razem, odkryłam pas Cocobelt. 

To prosty, wygodny i innowacyjny, szeroki pas, dzięki któremu przenoszenie dziecka w foteliku samochodowym będzie bezpieczniejsze i dużo łatwiejsze. Oczywiście nie licz na cuda, ale na pewno takie „wspomaganie”, ułatwi Ci nieco przenoszenie dziecka w foteliku. 


Zaletą pasa na ramie jest fakt, że jest dosyć szeroki i posiada antypoślizgową wkładkę, dzięki której nie zsuwa się z ramienia. Jest regulowany, dzięki czemu mogą go używać osoby o różnym wzroście,          na przykład na jednym ze zdjęć pozuje moja Amelka :) Dodatkowo posiada pasy z rzepem zakładane na rączkę fotelika, umożliwiające noszenie zarówno na lewym, jak i prawym ramieniu. Klamra gwarantuje proste zapięcie i odpięcie pasa.

Cocobelt nadaje się do każdego typu fotelika samochodowego i przeznaczony jest do użytkowania jedynie z dziecięcymi fotelikami samochodowymi z grupy 0+, dla niemowląt do 12 miesiąca życia i wadze do 13 kg






https://muppetshop.eu/product-pol-10992-Pas-do-noszenia-fotelikow-Cocobelt-Mietowy.html?text=cocobelt


Foto: 
1. Edyta Pazura
2. Eimear Varian-Barry @eimearvarianbarry for Francis & Henry / fot. Christy Leigh @christyleighphoto

Z pamiętnika Miniaturka postu

Pierwsza Komunia Święta- czyli przeżyj to sam :)

Chcąc, nie chcąc komunijny szał dosięga wielu z nas. Może któraś z moich wskazówek pomoże Ci przeżyć ten czas tak, abyś wspominała go, nie tyle co z pozytywnymi emocjami, ale co więcej, nie bała się kolejnych: większych, rodzinnych, imprezowych wyzwań :)


1. Wyluzuj!

To chyba pierwsza i najważniejsza zasada podczas tego ważnego wydarzenia, jakim jest Komunia Święta Twojego dziecka. Pamiętaj, że nerwy Ci wcale nie pomogą- wręcz przeciwnie; tylko zaszkodzą. 

Mało tego, przeniosą się na rodzinną atmosferę i dziecko. Dość, że będziesz zestresowana, to po wszystkim bądź pewna, że to właśnie Ty będziesz sprawczynią nieszczęśliwych zdarzeń podczas uroczystości. Partner będzie miał ochotę Cię udusić, a rodzina za plecami proroczo wyszepcze Ci wszystkie przykre następstwa Twojego zachowania. Weź parę głębokich wdechów i odpuść sobie dla swojego dobra i dzieciaka. Naprawdę nikt nie zauważy, że Twoja kiecka jest w kolorze jasnoniebieskim, a nie gołębim- jak to sobie wymarzyłaś. Naucz się przyjmować na klatę rzeczywistość taką, jaka jest; zamiast bić się i kopać z własnymi niespełnionymi pragnieniami. Wiem, że czasami masz ochotę przytrzeć nosa „Cioci Gieni” swoim profesjonalizmem i zawodowym podejściem do post-komunijnej imprezy, ale szkoda Twoich starań- ona i tak tego nie zrozumie.



Jeżeli Ty będziesz panikować,  to pomyśl sobie jak odbierze to Twoje dziecko... W tych dniach powinnaś być dla niego opoką, a nie histeryczką. Twój spokój, przeniesie się na luz dzieciaka. Pamiętam, jak za moich czasów cała komunijna otoczka była tak nadmuchana, że trzykrotnie uciekałyśmy z koleżanką sprzed konfesjonału... To bez sensu i chyba nie o to chodzi, żeby kościół i rodzina wzbudzała strach u kilkulatków. Opanowanie rodziców= spokój i poczucie bezpieczeństwa pociechy.  Zapewne wiecie, że każdy sakrament należy traktować z powagą, ale straszenie dziecka przez cały rok niezaliczonymi definicjami, modlitwami, diabłami i rzucanie w niego czosnkiem, niczego nie da. To ma być duchowa uczta, a nie szczyt G8.                                                                                                                                                                                                    


2. Nie wstydź się prosić o pomoc

Każda z nas chce być super-bohaterką- to normalne! Ja też jestem perfekcjonistką i „Zosią Samosią” Tylko pytanie: „po co?” i „za jaką cenę”?. To, że poprosisz rodzinę czy znajomych o pomoc w urządzeniu przyjęcia nie oznacza, że stracisz miano „mózgu” całego przedsięwzięcia. Pamiętaj, że na samą uroczystość powinnaś być spokojna i piękna, a nie wkurzona i na dodatek niezadowolona ze swojej fryzury, która przez natłok obowiązków była zrobiona „ na szybkiego”. Jeżeli masz tylko możliwość lokalową i finansową to „wyprowadź” samo przyjęcie poza granice swojego mieszkania.  Ja  często rezygnuję z domówek, ponieważ kosztuje mnie to za dużo nerwów i późniejszego sprzątania. Prawda jest też taka, że chcąc nie chcąc, organizując obiad w domu, to właśnie Ty przejmiesz rolę kelnerki ;) Możesz być pewna, że nie usiądziesz ani na sekundę.  Czasami istnieje możliwość najęcia osób z zewnątrz, które odpowiednio przygotują obiad, oraz przejmą na siebie obsługę Twoich gości. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że to ryzykowna gra, gdyż tylko Ty znasz swoją kuchnię na tyle dobrze, aby swobodnie się w niej obracać. Milion pytań od od osób trzecich potrafi często „zabić” i doprowadzić do szalu. Najważniejsze jest to, żebyś pamiętała o wsparciu innych. Historia zna wiele takich przypadków, że przy samodzielnie przygotowanej rodzinnej imprezie, która na przykład  zaczyna się o 16.00, Ty zaliczasz "śpiocha" już o 16.30 :D


3. Postaw na prostotę!

Pamiętaj, że to Pierwsza Komunia, a nie ślub! Najważniejsze w tym dniu jest Twoje dziecko, oraz pozytywna, rodzinna atmosfera. Nie daj się sprowokować tzw: „pierdołami” Nie musisz najmować stylistki, makijażystki i florystki. Pamiętaj, że teraz bardzo modne jest organizowanie przyjęć w stylu boho.

Postaw na kwiaty w wazonie z własnego ogródka, świeczki, lampiony i proste białe serwetki. Taka „biesiadna” impreza na pewno przypadnie do gustu każdemu. Twoje dziecko samo może wcześniej przygotować wiszące rozety czy girlandy.  Zrób owocowe lemoniady w dzbankach i wystaw posiłki w ceramicznych naczyniach. Do tego chleb w koszykach i luźno rozrzucone poduchy. Taka swobodna atmosfera i rezygnacja z nadęcia, na pewno będzie sprzyjać długim rozmowom i sielskim zabawom dzieci. Przecież o to właśnie chodzi, żeby było miło i przyjemnie.

Nie zapraszaj 80 osób na zasadzie "bo wypada". Otaczaj się ludźmi naprawdę Ci przychylnymi i przyjaznymi, bo to oni także tworzą pozytywną energię całego wydarzenia. Zawęź grono gości do naprawdę bliskich Ci osób. Od razu zauważysz, że zaczniesz oddychać pełną piersią :) 


4. To odpowiedni czas na trudne rozmowy.


Opowiedz swojemu dziecku dlaczego w ogóle idzie do komunii. Nawiąż do kultury chrześcijańskiej i tego dlaczego sami- jako rodzice wybraliście taką drogę duchową. Dla mnie ten czas też był bardzo ważny. Powstały pytania dotyczące naszego braku uczestnictwa w przyjmowaniu komunii oraz całej sytuacji rodzinnej. Postaraj się przekazać dziecku, że religia ma wymiar duchowy oraz ten bardziej materialny; czyli instytucjonalny, na który nie mamy zbytniego wpływu. Przy okazji pokaż swojemu kilkulatkowi, że na świecie istnieje wiele innych religii związanych z kulturą, obyczajami czy położeniem geograficznym. Uczmy dzieci tolerancji wobec osób innego wyznania czy ateistów. Pokaż, że fakt, iż ktoś jest niewierzący, wcale nie oznacza, że jest od nas gorszy. Religia powinna rozwijać naszą duchowość pozytywnie, a nie czynić z nas fanatyków. Ja swoim dzieciom tłumaczę, że niezależnie od tego jaka jest nasza sytuacja życiowa powinniśmy patrzeć na drugą osobę przez pryzmat człowieczeństwa a nie religii. Fakt, że zostałam zablokowana przez Kościół, aby w pełni uczestniczyć w nabożeństwie nie oznacza, że jestem zła czy moja miłość do ich ojca jest nieprzyzwoita. Pamiętaj, że te wszystkie instytucjonalne ograniczenia nie mają wpływu na Twój rozwój duchowy oraz Twojego dziecka. Wystarczy chcieć :) 


5. Nie rób niczego na siłę.

Obserwuję, że dużo dzieci przystępuje do komunii „ bo wypada” lub  „będzie fajna impreza”. Czasami wręcz, do boju potrafi włączyć się babcia lub dziadek ze swoimi pięcioma groszami i zmusić dzieciaka  oraz Ciebie do przyjęcia sakramentu… Jestem zdania, że lepiej nie robić nic na siłę. Jeżeli to nie jest Twoja religia, nie czujesz bluesa i wiesz, że i tak po uroczystości zlejesz totalnie tę wiarę- nie rób tego… Nie posyłaj swojego dziecka do Komunii Świętej, jak nie umie się przeżegnać i nie wie po co w ogóle ta cała uroczystość. 

Nauczcie się szanować swoje poglądy i przekaż to też swojemu potomstwu. Możecie być pewni, że Wasze dzieciaki jako dorośli już ludzie podziękują Wam, że nie przeinaczaliście ich rzeczywistości. Nic nie stoi na przeszkodzie, że za kilka lat Twoja pociecha sama dojdzie do wniosku, że jest osobą wierzącą i chce przyjąć sakramenty. Ale jeżeli teraz masz to zrobić lewą ręką za prawe ucho, to odpuść i nie ucz swojego kilkulatka powierzchniowości już od najmłodszych lat. 

Disneyland zamiast komunii?! Hmmm… Ja mówię stanowczo; „NIE!” Jeżeli jesteście niewierzący, wytłumacz dziecku, że po prostu tak jest i już. Może to kilkulatek, ale nie traktuj go jak jakiegoś „przygłupa.” Nie musisz wynagradzać dzieciakowi czegoś, co i tak go nie dotyczy….Fundując drogie wycieczki czy prezenty w zamian za komunijną imprezę, nieświadomie wpędzasz własnego dzieciaka w poczucie winny i wyobcowanie. Takie jest wasze życie i koniec kropka. Wcale nie jest przez to gorsze od innych. Naucz przyjmować na klatę rzeczywistość taką jaka jest i szanować własne życie. Tylko w ten sposób nauczysz tego samego swoje dziecko. 


Autor: Edyta Pazura
zdjęcia:https://pl.depositphotos.com/home.html

Porady Miniaturka postu

Wit. D3- witamina słońca.

Zapraszam Cię do zapoznania się z artykułem mojego brata- lekarza medycyny: Grzegorza Zając. Porusza on bardzo ważny temat, jakim jest kompleksowa wiedza na temat witaminy D3. Sprawdź jakie są skutki niedoboru witaminy słońca, na co warto zwrócić szczególną uwagę i jakie jest optymalne dawkowanie dla Ciebie oraz całej Twojej rodziny. 

Grzegorz jest współprowadzącym blog o zdrowym żywieniu i dobrym samopoczuciu- Long Life Hunters. Mam nadzieję, że będzie gościł ze swoimi ciekawymi, medycznymi tematami na Maybe Baby częściej ;) 

Czy myślisz, że wraz z nastaniem słonecznych dni znika zagrożenie niedoborem witaminy D? Niestety nie. W Polsce problem może dotyczyć nawet 90% osób. Czyli również i Ciebie. Ale przecież Ty chcesz czuć się wyjątkowo i należeć do pozostałych 10%, prawda? 


NIEDOBÓR CZYLI..? 
W badaniu niedoborów witaminy D oznacza się w surowicy krwi poziom metabolitu tej witaminy: 25(OH)D. Zalecany poziom to 30-50 ng/ml. Niedobór witaminy D jest związany z takimi objawami jak: osłabienie i bóle mięśniowe, zmęczenie, obojętność i apatia, senność, zwiększona wrażliwość na ból, alergie, otyłość czy nadciśnienie tętnicze krwi. Brzmi znajomo? 


NATURALNIE 
Do produkcji witaminy D dochodzi w skórze pod wpływem słonecznego promieniowania UVB. Potencjał tego mechanizmu to pokrycie nawet 80-100% dziennego zapotrzebowania organizmu i stopniowo mechanizm ten z wiekiem traci swoją wydajność. Co ważne tak produkowanej witaminy D nie można przedawkować. Ale cóż z tego, skoro w Polsce przez większość miesięcy kąt padania promieni słonecznych nie umożliwia skutecznej skórnej syntezy witaminy D. Dodatkowo sprawę komplikują smog, chmury, twarzowe okulary przeciwsłoneczne, kremy z filtrem oraz praca wewnątrz budynków. Niestety natura nie przewidziała tak zawziętej walki człowieka ze skórną produkcją witaminy D. Zatem zgodnie z wielowiekową cywilizacyjną tradycją, czego nie wytworzymy sami - musimy zjeść. Ale nie wyrzucajmy sobie – w Arabii Saudyjskiej szacuje się, że niedobory tej witaminy dotyczą ponad 60% populacji w skali kraju – głównie ze względu na uwarunkowania kulturowe w zakresie stroju. Więc słoneczna pogoda to jeszcze nie wszystko.


SUPLEMENTACJA, CZYLI O CO TYLE KRZYKU 

JAK: najlepiej suplementować witaminę D z posiłkiem, w celu zapewnienia optymalnego wchłaniania i wysokiej biodostępności.

KIEDY: codziennie.

CO: najlepiej kapsułki (wykazano, że w przypadku witaminy D substancja z kapsułek z nośnikiem lipidowym wchłania się kilka razy szybciej i skuteczniej od substancji w tabletkach). Zwracaj uwagę, jaki preparat kupujesz, żeby zapewnić sobie suplement o potwierdzonym składzie i jakości i nie stać się ofiarą podwórkowej produkcji. Modne aktualnie jest połączenie witaminy D3 z witaminą K2 – ale pomimo dostępnej wiedzy prowadzone są dalsze badania potwierdzające benefit tej kombinacji. 

DLACZEGO: właściwy poziom witaminy D jest przede wszystkim konieczny do prawidłowej regeneracji organizmu i jest jednym z tzw. modulatorów genowych. Ponadto niski poziom witaminy D może zwiększać ryzyko wystąpienia zaburzeń odporności (w tym i występowania chorób autoimmunologicznych), nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca, cukrzycy oraz niektórych typów nowotworów. Wystarczy? To dołożymy jeszcze krzywicę i osteomalację, czyli rozmiękanie kości. Cyferki? Bardzo proszę -w dwóch dużych badaniach w USA i Szwecji wykazano 2.7 razy mniejszą zachorowalność na ostre wirusowe infekcje układu oddechowego u osób ze stężeniem 25(OH)D ≥38 ng/ml. Kobiety, u których stężenie 25(OH)D było wyższe od 40 ng/ml miały 67% mniejsze ryzyko wystąpienia nowotworów (z wyłączeniem nowotworów skóry). To dopiero początek listy – ale i tak robi już wrażenie. 

ILE: Dawkowanie i dobór preparatu koniecznie należy przedyskutować ze swoim lekarzem rodzinnym. Na indywidualny poziom suplementacji będą miały wpływ m.in. wiek, obciążenie chorobami, masa ciała (poziom tkanki tłuszczowej), nawyki, dieta i zażywane leki. Istnieje też wiele różnych wytycznych w zależności od źródła zaleceń i rejonu geograficznego świata. Wg aktualnych wytycznych dla Europy Środkowej suplementacja u zdrowych osób dorosłych w profilaktyce niedoborów to 800-2000IU (jednostek międzynarodowych - j.m.) na dobę witaminy D3 od października do maja lub przez cały rok, jeśli synteza skórna jest niewystarczająca (maksymalna dawka dobowa u dorosłych to 4000IU). W przypadku potwierdzonego niedoboru dawki lecznicze mieszczą się w zakresie 1000-10000IU na dobę przez 1-3 miesięcy, z koniecznym monitorowaniem leczenia poprzez pomiar stężenia 25(OH)D w surowicy krwi. Dla dzieci i młodzieży (1-18 rok życia) te same wytyczne określają zalecaną profilaktyczną dawkę witaminy D3 w przedziale 600-1000IU na dobę, zależnie od masy ciała, od października do marca lub też przez cały rok, jeśli synteza skórna jest niewystarczająca (czyli np.: przy restrykcyjnym stosowaniu kremów z filtrem UVB i/lub ograniczonym czasie przebywania na słońcu). Analogicznie dla noworodków donoszonych i niemowląt w profilaktyce niedoboru witaminy D3 zaleca się dawkę 400IU na dobę z uwzględnieniem ilości witaminy D3 z pożywienia dla dzieci karmionych sztucznie (źródło: Wytyczne dla lekarzy rodzinnych dotyczące suplementacji witaminy D). Dla młodszych dzieci właściwą formą są kropelki z witaminą D3.

A może masz wolną chwilę w ciagu słonecznego dnia? W teorii 15-20 minut ekspozycji skóry twarzy, dłoni i przedramion (w przybliżeniu 20% powierzchni ciała) od południa do około godziny 16.00 powinno wystarczyć dla zaspokojenia dziennego pokrycia zapotrzebowania na witaminę D. 

Na deser informacja: ponad 30000 - tyle prac naukowych o witaminie D opublikowano w ciągu ostatnich dziesięciu lat na całym świecie. 

Pamiętaj, że witamina D to nie cukierek i nie jest cudownym remedium na wszystko zło. I że więcej nie zawsze znaczy lepiej. Ale jej właściwy poziom jest bardzo ważny. Czy już czujesz się wyjątkowo?


Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28216084

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5613455/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5774037/












Autor: Grzegorz Zając- lekarz medycyny
Współprowadzący blog: Long Life Hunters
Photos: https://pl.depositphotos.com/home.html

Przepisy Miniaturka postu

Bye, bye anemio!

W każdej ciąży borykałam się z anemią... Sprawdzony przepis na sok z buraka mojej mamy- czyli Babci Krysi, za każdym razem okazywał się dla mnie niezawodny i co ważne: bardzo skuteczny :)

Ja, również tak jak moja mama, chcę się z Tobą podzielić moim przepisem na sok z kiszonych warzyw. To nie tylko cudowny napój każdej ciężarnej, ale świetny środek na odporność dla Twoich dzieci w okresie grypowym i przeziębieniowym.


SKŁADNIKI:


1. Burak (3-4 szt.)

Wbrew temu co się mówi i pisze, burak wcale nie zawiera w sobie tak dużo żelaza :) Warzywo to, dzięki zawartym w sobie barwnikom, uważane jest za bardzo silny przeciwutleniacz. Zwiększa przyswajanie tlenu przez komórki i wspomaga wytwarzanie czerwonych krwinek. Co więcej buraki, dzięki zawartym w sobie betacyjanom, uważane są za skuteczny środek w profilaktyce nowotworowej.  Te organiczne związki chemiczne, które nadają burakom charakterystyczną czerwono- fioletową barwę, zmniejszają kruchość naczyń czy obniżają ciśnienie tętnicze krwi. Warto również zauważyć, że buraki są doskonałym źródłem potasu ( 2 buraki = ok. 530 mg potasu), magnezu, wapnia i ważnego w okresie ciąży kwasu foliowego.




2. Czosnek ( 4-5 ząbków)

Czosnek od bardzo dawna, uznawany jest za domowy środek wzmacniający odporność. Niektórzy nawet, nazywają go: "naturalnym antybiotykiem".  Czosnek poprzez zawartość dużej ilości antyoksydantów, działa przeciwwirusowo i przeciwzapalnie. Aby wydobyć z czosnku ważne  składniki zdrowotne, należy go koniecznie pokroić lub rozgnieść. To co jest warte uwagi to fakt, że czosnkowi przypisuje się właściwości przeciwzakrzepowe. W miarę regularne spożywanie czosnku, korzystnie wpływa na układ krążenia, uelastyczni naczynia i zmniejszy zmiany miażdżycowe.








3. Marchewka ( 2-3 sztuki)

Marchew była znana już w starożytności, jednak jej świetność przypada na XVI wiek. Czy wiesz, że obecnie znanych jest około 60 odmian marchwi? Dokładnie, tak! Każda z nich różni się od siebie smakiem i wyglądem. Warzywo jest łatwo dostępne, niedrogie i co najważniejsze- ma wiele właściwości odżywczych. Przede wszystkim zawiera ważny dla naszej cery beta-karoten (prowitaminę A). Powszechne znane jest stwierdzenie, że marchew działa zbawiennie na nasz wzrok. Tzw: "kurza ślepota" może wystąpić podczas niedoboru, właśnie witaminy A. 

Regularne spożywanie marchwi poprawia pamięć, koncentracje, stan naszych włosów, cery i paznokci. Marchew znajduje się w gronie najbardziej polecanych warzyw dla kobiet w ciąży i dzieci. Możemy je podawać naszym pociechom już od szóstego miesiąca życia.  





4.Lubczyk i natka pietruszki ( Po jednej gałązce)

Uwielbiam lubczyk :) i jak tylko mam możliwość dodaje go do swoich   potraw. Ma charakterystyczny zapach i posmak. Przez niektórych nazywany potocznie "Maggi". Od wieków lubczyk znany był jako lekarstwo o właściwościach moczopędnych i wiatropędnych- polecany przy problemach z kamieniami nerkowymi. Zioło to jest również stosowane na kłopoty z drogami oddechowymi ( działa wykrztuśnie)

Natki pietruszki chyba nikomu nie trzeba zbytnio przedstawiać :) W 100 jej gramach jest około 5 mg żelaza i 177 mg witaminy C. Ponadto posiada właściwości odkwaszające oraz wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn. Warto jednak pamiętać, aby nie przesadzać zbytnio z pietruszką w okresie ciąży, ponieważ zawiera ona duże ilości kwasu szczawiowego, który może się krystalizować i powodować powstanie kamieni nerkowych.

5. Dwa liście laurowe, trzy ziarenka ziela angielskiego i goździk



PRZYGOTOWANIE:

  1. Umyj dokładnie wszystkie warzywa i zioła. Duży słój najlepiej wyparzyć przed użyciem.
  2. Zagotuj wodę z solą. Ostudź i wrzuć do niej liść laurowy, ziele i goździk.
  3. Obierz warzywa i pokrój. Dodaj lubczyk i zieloną pietruszkę.
  4. Zalej wszystko ostudzoną wodą z ziołami, tak aby zakrywały całość. To bardzo ważne, bo w przeciwnym razie zacznie pleśnieć!
  5. Tak przygotowany słój nakryj gazą i talerzykiem. Odstaw w zaciemnione miejsce. Sok można pić po około 4 dniach. Najlepiej przelać do  butelki z zakrętką lub innego naczynia. Całość wstaw do lodówki. Pij sok po pól szklanki dziennie.
  6. Żyj zdrowo! :)




Porady Miniaturka postu

Aneta Szyłańska- Nie myśl o różowym słoniu!

Byłam ostatnio na wyciecze... Wyjazd autokarowy z pilotem, miejsce: Amsterdam z odwiedzinami w Keukenhof, gdzie jest królestwo tulipanów… Prawdziwy raj dla oczu i nosa, szczególnie, że pogoda nam niesamowicie dopisała… 

Było jednak pewne „ale”- osoba pani Pilotki wycieczki. Podczas podróży dowiadywaliśmy się jak to zwykle jest beznadziejnie w tym kraju, jaka to zwykle jest brzydka pogoda i jak silne są wiejące bez przerwy wiatry. Do tego usłyszeliśmy, że mieszkańcy Holandii „o nieco ciemniejszym kolorze skóry” są niegrzeczni… Opowieść o tym jak Holandia zbudowała swój kraj wielokrotnie była okraszana opisami związanymi z tym, że to na „wstrętnych bagnach”, że to z pieniędzy „zarobionych na handlu i niewolnictwie”, że Holender to „skąpy wujek Szkota”… Jakby tego było mało, że żona obecnego króla – królowa Maxima, „to osoba solidnie zbudowana, nie wygląda jak worek kartofli, z całym szacunkiem do worka kartofli… ale szczupła to ona nie jest…” Często były też nadużywane słowa „armagedon” lub „masakra”… 

Można by wymieniać cały dzień, ale nie o tym chciałam napisać… 

Pomyślcie jak ciekawie można by było inaczej opowiedzieć o tym samym, że warto cieszyć się wyjątkowo piękną pogodą, która tego dnia nam sprzyjała, że Holendrzy to niesamowity naród, który właściwie z niczego i w ekstremalnie trudnych warunkach zbudował kraj, który stał się potęgą handlową i morską, że od Holendrów można się uczyć gospodarności i że Król ożenił się z osobą, która nie ma pochodzenia królewskiego, i że tworzy z nią szczęśliwą rodzinę… 

Negatywnie naładowana komunikacja... 

Co nam to robi? W trakcie wycieczki nastroiła nas nieco nerwowo – a ja jako „niespotykanie spokojny człowiek” jestem daleka od negatywnych reakcji – chyba, że ktoś przesadzi… - tym razem byłam bliska wybuchu. 

Dbałość o semantykę wypowiedzi nie oznacza oszukiwania rzeczywistości. Pozwala natomiast skupić się na pozytywnych elementach wypowiedzi, konkretach i faktach. 

Kiedy słyszę, że „udała” mi się zupa, czy też, że „wyszło mi” coś, lub że „jakimś cudem” ktoś zdał egzamin... Wiem, że ten ktoś nie przypisuje sobie odpowiedzialności za sukces, którego jest autorem. W dzisiejszych czasach, gdy mamy do czynienia z różnymi pokoleniami i pracujemy w firmach z różnorodnymi korzeniami kulturowymi – tym bardziej warto zadbać o pozytywny komunikat. 

Często pracując coachingowo z kobietami, proszę je o podsumowanie swoich mocnych stron, umiejętności, talentów, opisu sytuacji, w których czuły się silne i zadowolone z siebie… Okazuje się to dla wielu osób niezwykle trudnym zadaniem. 

Pamiętajmy, że można inaczej formułować swoje wypowiedzi i prośby.  

Co dzieje się, gdy mówisz do dziecka „nie biegaj”? - biegnie jeszcze szybciej. Ale gdyby tak postarać się użyć sformułowania bez zakazu np. „Idź troszkę wolniej” – być może efekt byłby inny. To samo z „nie myśl o różowym słoniu” – nasz mózg jest tak skonstruowany, że aby nie myśleć o różowym słoniu – musi najpierw przywołać jego obraz. Podobno, gdy mówimy „muszę…” nasz mózg odczytuje to jako przymus i zaczyna stawiać opór lub bojkotuje nasze działania.  

Zachęcam Cię do używania pozytywnych sformułowań. Zrób eksperyment – powiedz inaczej niż zwykle to co chcesz powiedzieć. Podkreślaj swoje dokonania i to z czego jesteś dumna… nie daj sobie odebrać tego jak ciężko pracowałaś na swój każdy, nawet najdrobniejszy sukces.  

Osiąganie sukcesów nie jest „przypadkiem”, nie „udało” Ci się, tylko jest efektem wysiłku, który świadomie podjęłaś! Trzymam za Ciebie kciuki i zachęcam do zrobienia zadania domowego – nie „próbuj”, nie „staraj się” – po prostu to zrób; świadomie kontroluj swój język i ucz tego swoje dzieci, żeby zrozumiały, że trzeba przypisywać sobie sukcesy, których są autorami… aaa i zrób listę rzeczy, z których jesteś dumna, które zrobiłaś i które są efektem Twoich zasług i pracy  A na koniec odpowiedz sobie co odkrywasz



Aneta Szyłańska  
Właściciel firmy Human Asset, Senior Konsultant - posiada 12-letnie doświadczenie w branży doradztwa personalnego. Twórca metodologii i manager projektów diagnozy potencjału kompetencji pracowników z różnorodnych branż. Specjalizuje się w prowadzeniu indywidualnych i grupowych procesów coachingowych. Prowadzi warsztaty aktywizacji zawodowej w projektach kreowania kariery. Jest autorką warsztatów w ramach Akademii Menedżera. Posiada doświadczenie w pracy zarówno w środowisku korporacyjnym, jak i w branży consultingowej. Absolwentka Akademii Leona Koźmińskiego (Zarządzanie ludźmi w firmie; Zarządzanie kompetencjami Pracowników; Szkolenie i Rozwój oraz Kurs Trenerski). Uprawnienia: Akredytowany Coach Praktyk Biznesu (International EMCC Practitioner Coach; Racjonalna Terapia Zachowań – stopień I). Team Coach (2014), Coaching zdrowia (2017), Profesjonalny Mentor (2018)

Przepisy Miniaturka postu

Bezglutenowe placuszki kukurydziane z musem śliwkowo-rabarbarowym

Zawsze kiedy widzę w sklepie rabarbar wiem, że następnego dnia zaserwuje mojej rodzince na śniadanie coś, co uwielbiają :) Mianowicie placuszki kukurydziane z musem owocowym. Dzieciaki je kochają i pamiętaj, że dzięki samej mące kukurydzianej dostarczasz swoim pociechom: żelazo, cynk,magnez i foliany. Ponadto jest ona źródłem karotenoidów- naturalnych składników o właściwościach przeciwutleniających.


Składniki:

  • 200 gr mąki kukurydzianej
  • łyżka oleju z pestek winogron lub rozpuszczonego masła klarowanego 
  • szklanka ciepłego mleka (może być roślinne lub możesz w ogóle zrezygnować, jeżeli jesteś alergikiem i zastąpić mleko wodą.) 
  • jajko
  • szczypta soli
  • szczypta cukru
  • szczypta gałki muszkatołowej 
  • łyżka jogurtu
  • trochę wody ( ciasto nie może być za rzadkie ani za gęste)- konsystencją powinno przypominać kisiel :)


MUS:

  • rabarbar- około 150 gr.
  • śliwki jasne- około 150 gr. 


Przygotowanie:

  1. Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki. Najpierw do mąki wlej szklankę mleka, łyżkę oleju. Wbij jajko, dodaj sól, cukier, gałkę oraz jogurt. Na sam koniec jeżeli trzeba, dolej trochę wody.
  2. W drugim naczyniu rozpuść masło klarowane. Dodaj posiekany rabarbar i ćwiartki śliwek. Po chwili możesz podlać małą ilością wody, tak aby się nie przypaliły. Mieszaj co jakiś czas owoce, podlewając je wodą, tak aby stały się mięciutkie. Możesz je później zblendować, chociaż z własnego doświadczenia wiem, że owoce po takim duszeniu mają idealną konsystencje.
  3. Na patelni rozgrzej dobrze masło klarowane lub olej. Nakładaj małymi porcjami na patelnie. Zmniejsz moc palnika, tak aby się nie spaliły ;)
  4. Gotowe placuszki odstawiaj na talerz z ręcznikiem papierowym, aby odciągnąć nadmiar tłuszczu. Podawaj z musem, który możesz dosłodzić miodem lub syropem klonowym. Smacznego :) 






Z pamiętnika Miniaturka postu

Kobiety mojego życia

Jestem kobietą i aż kobietą... Dojrzałą, świadomą, mądrzejszą... Już nie dziewiętnastolatką...... Nie daje się okłamywać i wmówić sobie kolejnych bzdur. Jestem tylko człowiekiem i aż człowiekiem... Czasami mam ochotę, tak jak na tym zdjęciu, schować szkliste oczy za czarnym makijażem. Lubię kiedy ktoś mi mówi: „Nie płacz Ptaszyno.” Staram się nie okazywać światu swoich słabości i na przekór wszystkim jestem sobą. Wraz z upływem lat, staje się coraz większą egoistką... i dobrze! Każda kobieta powinna umieć zawalczyć o siebie, ale i jednocześnie mieć prawo bez tłumaczenia, wylać morze łez... Kiedyś zależało mi na tym, żeby wszyscy mnie kochali i szanowali. Dzisiaj przede wszystkim to ja kocham i szanuje samą siebie. To co myślą o mnie inni jest dla mnie zupełnie nieważne. Niczego już nie oczekuje od drugiego człowieka; wiem, że lepiej być mile zaskoczoną , niż niemile rozczarowaną. 

Już niedługo na imaybebaby.com mój autorski cykl: „Kobiety mojego życia”

Przedstawię Wam sylwetki ważnych i jednocześnie silnych kobiet, które spotkałam na swojej drodze. ich niezwykłe historie i pokaże jak wielka jest nasza moc. To będą prawdziwe, wzruszające, smutne, zabawne, wyciskające łzy, przerażajace i czasami wesołe opowieści. 

W czasach kiedy kobieta- kobiecie wilkiem, chcę pokazać jak bardzo się od siebie różnimy. Nasza różnorodność nie jest jednak powodem do wystawiania sobie wzajemnie negatywnych komentarzy czy wytykania wad. 

Pamiętaj: To co dla Ciebie jest normalne dla kogoś innego może być zupełnie nieznane- a medal ma zawsze dwie strony... 

Porady Miniaturka postu

Bezpieczna pielęgnacja skóry w okresie ciąży.

    Ciąża to wyjątkowy czas. W tym okresie, myśli kobiety niemal w 100% skupiają się na dziecku lecz należy pamiętać, aby dbać o swoje samopoczucie, komfort i dobry wygląd. Tak abyś Ty czuła się atrakcyjna przez kolejne 9 miesięcy , twoja pielęgnacja była bezpieczna, a jednocześnie, aby ciąża nie zostawiła po sobie pamiątek na stałe.


    Okres ciąży jest wymagającym okresem dla organizmu kobiety, dlatego też zmienia się wtedy pielęgnacja skóry. Niektóre kosmetyki i zabiegi jakie do tej pory były dozwolone, stają się automatycznie zabronione. Ze względu na „burzę hormonów” zachodzącą w organizmie kobiety podczas ciąży warto jest, abyś obserwowała jak Twoja skóra reaguje na zastosowany produkt. Kieruj się zdrowym rozsądkiem i zastosuj regułę umiaru. 


    Działanie jakie powinny wykazywać stosowane przez Ciebie kosmetyki to przed wszystkim działanie łagodzące, nawilżające i natłuszczające. Szukaj kremów z bezpiecznymi składnikami, takimi jak kwas hialuronowy, kolagen, allantoina, pantenol, gliceryna, wyciągi z ogórecznika czy wiesiołka. Ważne, by kosmetyki zawierały emolienty (np. witamian E, masło shea, skwalen, oleje roślinne), czyli składniki ograniczające ucieczkę wody przez naskórek, poprzez wytworzenie warstwy okluzyjnej. Unikaj gorących i długich kąpieli, sprzyjają one utracie wody,  a zaraz po użyj balsamu. 

    Podstawowe produkty do użytku domowego jakie będą potrzebne Ci w ciąży to:


    1. Krem z filtrem – aby zminimalizować ryzyko powstania przebarwień (ostuda ciężarnych). Latem koniecznie SPF 50, zimą można zastosować SPF 30. 


    2.Balsam do ciała – aby zapobiec powstawaniu rozstępów, należy zadbać o dobre nawilżenie i elastyczność skóry. Stosuj rano i wieczorem, dodatkowo po każdej kąpieli.


    3.Peeling do twarzy i ciała – usunie zrogowaciałe części naskórka, poprawi elastyczność, wpłynie na lepsze działanie kremów i balsamów.


    W ciąży należy unikać kosmetyków, które zawierają w swoim składzie kwas glikolowy, mlekowy, cytrynowy, migdałowy, azelainowy – mogą podrażnić i zadziałać fotouczulająco. Olej sojowy i wyciągi z soi - mogą wywoływać przebarwienia u kobiet w ciąży.  Zabronione jest stosowanie witaminy A i jej pochodnych – retinolu (powodują uszkodzenia płodu). Unikaj kosmetyków z zawartością kofeiny i wyciągu z kasztanowca, ponieważ poprawiają ukrwienie, które może prowadzić do żylaków. Zabronione jest stosowanie niektórych olejków eterycznych np. bergamotowego, lawendowego, estragonowego, jałowcowego, z drzewa cedrowego. 


    Ciąża jest również ograniczeniem dla zabiegów oferowanych w gabinetach kosmetycznych. Wykluczone wtedy są np. zabiegi z użyciem prądów i fal radiowych, korzystanie z zabiegów rozgrzewających (m.in. z sauny), podwyższających ciśnienie, wyszczuplających. Nie wykonuje się zabiegów z użyciem igieł, makijażu permanentnego (ryzyko wprowadzenie zakażeń). Zabiegi z wykorzystaniem laserów i z zakresu medycyny estetycznej także należy odłożyć po okresie ciąży i karmieniu piersią. Odradza się korzystanie z solarium. 

    Przyszłe mamy z powodzeniem mogą korzystać z ofert salonów kosmetycznych pod warunkiem, że ciąża nie jest zagrożona. W pierwszym trymestrze ciąży poleca się wykonywanie zabiegów na twarz, a pielęgnacja ciała w gabinecie kosmetycznym, zazwyczaj rozpoczyna się od II trymestru i głównie powinna skupić się na nawilżaniu, kojeniu i uelastycznianiu skóry. Nie powinny to być inwazyjne zabiegi. Zalecane są masaże relaksacyjne twarzy i ciała. Tutaj należy zwrócić uwagę na odpowiednią pozycję, powinna to być pozycja na boku. Ważne jest, aby osoba wykonująca zabiegi była wykwalifikowana i doświadczona. Wykorzystaj te ostatnie chwile wolności  i poświęć jak najwięcej czasu samej sobie. Odpocznij i zadbaj o swoje ciało,  a ono podziękuje Ci za to później  :)



    Monika Bartnik
    mgr kosmetologii
    Absolwentka Wyższej 
    Szkoły Zawodowej
    Kosmetyki i Pielęgnacji
    Zdrowia w Warszawie, tel: 695 625 673

    Co, gdzie, kiedy? Miniaturka postu

    22.04- Światowy Dzień Ziemi.

    Wczoraj, jak co roku obchodziliśmy Światowy Dzień Ziemi. To doskonała okazja, aby pokazać  pociechom, jak prawidłowo dbać o naszą piękną planetę. 

    Dla mnie  ten dzień  zawsze pozostaje w strefie osobistych przemyśleń oraz pytań bez odpowiedzi. Dlaczego zanieczyszczamy nasz własny dom? Czy jesteśmy świadomi tego, co robimy? Czy wiemy, że szkodzimy środowisku, które dostarcza nam życiodajnych elementów? Dlaczego nie umiemy wykonywać czynności, które tak naprawdę nie kosztują nas żadnego wysiłku? Te i wiele innych pytań, warto zadawać także dzieciom oraz dyskutować z nimi na tematy dbania o  naszą planetę. To od nich zależy, jak otaczający nas świat będzie wyglądał za 20-30 lat. Pamiętaj, że ich dojrzałość, to nasza starość. Chciałabym jako starsza Pani, spoglądać na czysty,  piękny krajobraz - a nie leśne wysypiska śmieci. 

    Tegoroczna edycja Światowego Dnia Ziemi przebiega pod hasłem: "Zakończmy zanieczyszczenia plastikiem". Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale obecnie w morzach i oceanach jest więcej plastiku niż ryb! Pokaż swojemu dziecku poniższy film i uświadom jak bardzo zaśmiecamy naszą planetę. Obecnie trwają pracę, nad umieszczeniem specjalnych miejsc na Oceanie,  których zadaniem będzie oczyszczenie wód do 2023 roku z 50 % śmieci. 

    Co my możemy zrobić w tym wyjątkowym dniu?

    1. Uświadom swoje dziecko jakie mogą być konsekwencje bezmyślnego zaśmiecania środowiska.

    2. Zachęcajmy młodych, do zwracania uwagi tym ludziom, którzy nie dbają o otoczenie. Wspierajmy ich w przekonaniu, że to objaw bohaterstwa i pozytywnych nawyków. Nie unikajmy konfrontacji z ludźmi nieodpowiedzialnymi i źle wychowanymi.  

    3. Zrezygnujcie z jazdy samochodem i przesiądźcie się na rower czy hulajnogę.

    4. Opowiedz swojemu dziecku, czym jest recykling i zachęć je do segregowanie śmieci.

    5. Możecie również zasadzić własne drzewko, czy pozbierać śmieci ( oczywiście w rękawiczkach) we własnym otoczeniu.

    6. Mile widziane zorganizowane osiedlowej akcji :) Wywieście na przykład  karteczki na ogrodzeniu lub drzwiach do klatki z napisem : " Dzisiaj Światowy Dzień Ziemi, ale pamiętaj o naszej planecie każdego dnia :) "

    Wiem, że świętowaliśmy wczoraj, ale zapewne dzisiaj w szkołach, organizowane są różnego rodzaju akcje i happeningi. Pokażmy swojemu dziecku, że nas także to interesuje i nie pozostajemy obojętni na los flory i fauny :) 


    O AUTORCE

    Z wykształcenia jestem marketingowcem. Ukończyłam studia magisterskie z zarządzania i doradztwa gospodarczego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Póżniej dodatkowo kształciłam się na Akademii Leona Koźmińskiego, kończąc między innymi studia z obszaru zarządzania w sektorze medialnym. Mam wiele pasji: kocham gotować i fotografować. Po tym jak sama zaaranżowałam swój dom, moim wielkim zamiłowaniem stało się projektowanie wnętrz.
    Czytaj więcej..

    #Mój instagram
    Kontakt:
    imaybebaby@imaybebaby.com
    Liczba odwiedzin
    39468